Działania nakierowane na dobro wspólne

      Brak komentarzy do Działania nakierowane na dobro wspólne

Ryszard Zajączkowski

 Działania nakierowane na dobro wspólne

Tytuł wystąpienia wydaje się być nieco anachroniczy. Wynika to stad, że  pojęcie dobra wspólnego, choć znane już od czasów Platona i Arystotelesa, a potem dopracowane przez św. Tomasza z Akwinu rzadko pojawia się we współczesnej refleksji naukowej i znika z dyskursu społecznego. Zostaje ono wyparte albo przez tzw. rację stanu, a więc zabiegi, które mają zapewnić trwałość władzy rządzącej utożsamiającej się niesłusznie z państwem, albo zostaje zastąpione przez interes partyjny,  w którym chodzi   o zdobycie i utrzymanie władzy jako dobra i celu działalności jednostki (dyktatora) lub grupy obywateli (oligarchów) reprezentowanych dziś przez ,,zawodowych” partyjnych polityków lub ich większości (demokracja). Tyrania bowiem jest jednowładztwem dla korzyści jednego, oligarchia dla bogatych, demokracja dla biednych, żadna zaś nie oddaje tego, co należne wspólnocie. W związku z tym ukuto nawet przewrotne powiedzenie: uciekaj od tych, którzy pragną twojego dobra.

Co to jest dobro wspólne?

Jeśli pojęcie dobra wspólnego jest niejasne, sprzyja to złej, czy wręcz patologicznej polityce.

Czym zatem jest dobro wspólne? Po pierwsze odróżnić trzeba dobro wspólne od wspólnego

dobra. Wspólne dobro to tyle, co wspólny cel działania, powszechny, taki sam dla wszystkich; natomiast dobro wspólne jest wyrażeniem  idiomatycznym, którego znaczenie nie jest prostą sumą znaczeń terminów składowych. Najkrócej mówiąc jest to takie dobro, które jest rzeczywistym dobrem całej społeczności i zarazem każdego człowieka w niej żyjącego. Dobro wspólne to takie, które wszyscy posiadają i pomnażają. Dla każdego człowieka rzeczywistym dobrem jest coraz pełniejsza aktualizacja potencjalności: jego rozwój intelektualny, moralny, twórczy, duchowy. Dobro wspólne pojawia się przed człowiekiem jako jego własne osobowe dobro. Człowiek musi je dostrzec i do niego przylgnąć. Wspólnego dobra nie można rozumieć przeciw człowiekowi czy też w oderwaniu od człowieka,  lecz jedynie w zgodności z nim.  Rozwój osobowy człowieka jest jedynym dobrem nieantagonistycznym, które nikomu nie szkodzi, a wszystkim pomaga. Nikt nie traci na tym, że poszczególni ludzie stają się mądrzejsi, lepsi i bardziej twórczy. Przeciwnie, wszyscy na tym zyskują, gdyż cała społeczność staje się doskonalsza doskonałością  swych członków. A zatem „Dobrem wspólnym można nazwać wspólny cel ludzkiego osobowego działania”. (Św. Tomasz z Akwinu).

W ramach dobra wspólnego wyróżnia się i proporcjonalnie uwzględnia dobro podmiotowe  czyli traktowane integralnie ludzkie życie oraz dobro przedmiotowe, którym jest to wszystko, co służy doskonaleniu człowieka. Dobrem osobowym jest życie realnego i konkretnego człowieka, życie brane integralnie, a więc jako życie jednostkowe (wegetatywne, sensytywne, duchowe) i społeczne, doczesne i wieczne. Natomiast dobrem wspólnym przedmiotowym są wszystkie naturalne i wytworzone przez człowieka środki-narzędzia, które bezpośrednio bądź pośrednio służą dobra wspólnemu osobowemu. Dobro przedmiotowe stoi niżej w hierarchii wobec dobra osobowego, ale z tej racji – racji realnej – że jest ono niezbędne w ludzkim życiu, troska o nie, czyli oddanie mu sprawiedliwości jest powinnością moralną każdego człowieka. Realizacja dobra osobowego – które jest zarazem dobrem wspólnym – nie jest bowiem możliwa bez materialnych i materialno-duchowych środków koniecznych dla życia biologicznego i prawidłowego rozwoju psychicznego człowieka. Należą do nich mieszkania, środki energetyczne, komunikacja, szkoły, szpitale, teatry itd. W ten sposób ekonomia i polityka mają istotny wpływ (od strony środków) na spełnienie się człowieka. Właściwa ekonomia i polityka mogą stanowić niezbędną pomoc ku temu, a mogą temu przeszkadzać, kiedy nie są właściwie ukształtowane. Rozdział środków materialnych zwykle rodzi nieporozumienia , a nawet konflikty społeczne. W tym właśnie miejscu leży bardzo poważna trudność, którą starają się rozwikłać różne systemy społeczno-ekonomiczne. Ich propozycje mogą być różne, nie można jednak nigdy kwestii ustroju oraz rozdziału dóbr materialnych (jako środków organizujących osiągnięcie wspólnego dobra) wyjąć z porządku moralnego i uczynić jedynie dziedziną jakiejś ,,sztuki” rządzenia, oderwanej od moralności i niepodlegającej ocenom moralnym. Dobro wspólne jest więc zasadą działania politycznego (wspólnotowego) i prawdziwość (realność) polityki (nie zaś maskowaną propagandowo realizację ukrytych, partykularnych celów). Nie da się jednak ukryć, że współczesne państwa oderwały się od służby dobru obywateli i zaczęły być postrzegane z krytycznym dystansem jako narzędzia wyzysku, korporacyjne obozy pracy, miejsca realizacji jakiejś utopii. Państwo przestało utożsamiać się z narodem; wyalienowało się od życia i dobra jednostek. Instytucjonalizacja funkcji państwowych prowadzi do ich zdeformowania. Instytucje te stają się tworem konkurencyjnym dla naturalnej wspólnoty osób czy wręcz niszczącym ją, poprzez swego rodzaju przejęcie jednostek (osób) i uczynienie ich korelatem własnych działań. Przypadkowo wybrani rządzący, niekompetentni, zdemoralizowani, będący agentami obcych interesów doprowadzą do chaosu w państwie i jego zniewolenia np. przez międzynarodowe korporacje. Tego rodzaju zaniechania koniecznych, należnych czy wymaganych działań bywają nazywane „agresją bierna’’ ile są świadomie dopuszczane czy celowo wywoływane

 

Polityka a dobro wspólne

Polityka jest działaniem jednostek (osób), ale w skali całej społeczności. Niejednokrotnie jednak politykę (czy polityczność) zawłaszczyły wyalienowane instytucje czy ich suma rozumiana jako państwo. Za państwem stoją często partie. Z powodu utożsamienia polityki z partyjniactwem pojawia się naturalna niechęć wielu jednostek do tak pojętego działania politycznego. Z drugiej strony polityka jest ludziom obrzydzana przez tych, którzy chcą ją zawłaszczyć i na niej się bogacić.  Polem i przedmiotem polityki powinno być dobro wspólne, czyli życie konkretnego człowieka. W polityce chodzi bowiem o realnie istniejącą osobę, a nie o systemy władzy. Problem polityki jest poznawczo wtórny wobec kwestii dobra, ma ona służyć temu, aby człowiek się rozwijał. Troska o dobro wspólne nie wskazuje na jakiś konkretny system społeczny i polityczny. Każdy ustrój jest dobry, jeśli dobrze służy realizowaniu się wspólnego dobra. W polityce rozumianej jako roztropne realizowanie dobra wspólnego cnota roztropności wiąże się z rozumnością człowieka.  Obejmuje ona m.in. znajomość przeszłości, rozumienie i osąd rzeczywistości, otwarcie na radę drugich czy poznanie okoliczności. Roztropność jest zatem cnotą osiąganą z trudem, a stąd także polityka jako roztropna troska o dobro wspólne nie jest łatwa, co znaczy, że trzeba jej się uczyć, uwzględniając osiągnięcia nauki, historii i cywilizacji. Polityka musi przejść pewne ars – pewną szkolę i doskonalenie, choć wykształcenie polityczne nie jest polityką, tylko pomocą w jej uprawianiu. Tak jest przynajmniej w cywilizacji łacińskiej. Polityce, która nie jest rozumiana jako roztropna troska o dobro wspólne, grozi ideologizacja, która otwiera drogę do totalitaryzmu. Mamy wówczas aprioryczną inżynierię społeczną, a więc  albo sztukę zarządzania państwem według założonej idei państwa (komunizm, faszyzm, nazizm, globalizm)  albo sztukę zdobywania i utrzymania władzy (liberalizm). Jakiekolwiek próby porządkowania ludzi w wymiarze ekonomicznym czy politycznym jakimś innym celom, mniej czy bardziej utopijnym, jak np. globalizacja, światowa rewolucja, wprowadzanie demokracji, zysk jakiejś jednostki czy grupy, wzrost gospodarczy, zrównoważony rozwój itp. świadczą o fałszywości tego rodzaju działań, a nazywanie ich ekonomią czy poIityką jest nadużyciem.

Co robić?

Każde pokolenie musi wypracowywać dla siebie taki model czy styl życia, który akceptuje– wspólne dobro – człowieka. Jakie zatem działania należy podejmować, aby w dzisiejszych czasach zabiegać o dobro wspólne?

Po pierwsze istotne jest pielęgnowanie prawdy o sytuacji kraju i działaniach rządzących oraz ich decyzjach. Potrzebna jest edukacja społeczna (polityczna).Poznanie prawdy i wartości stanowi podstawową zasadę porządku politycznego. Jest to zadanie niełatwe. Prawda wymaga dyskusji, trudu i otwartości na nią. Tym bardziej, że nie chodzi tylko o to, aby przekonać kogoś, lecz aby człowiek intelektualnie dojrzał prawdę i dojrzał do prawdy. Stąd nagląca potrzeba szeroko pojętej i stale podejmowanej edukacji odbywającej się w każdy możliwy sposób i bo też drogi docierania do potencjalnych odbiorów są bardzo zróżnicowane. Dla jednych będzie to wykład, dla innych artykuł bądź książka, dla jeszcze innych post w internecie bądź osobista rozmowa. Zapewne wielu ludzi jest pozostanie zamkniętych na prawdę i krytyczny osąd rzeczywistości na skutek utrwalonych w nich głęboko stereotypów, przyzwyczajeń a niekiedy złej woli. Nie trzeba jednak tym się zrażać.  Warto też pamiętać, że i my sami możemy się mylić. Zniekształcenie świadomości jest trudne do uleczenia, nawet może być dziedziczone w sensie społecznym. Na dłuższą metę nie ma jednak ucieczki od prawdy. „Jeśli bowiem nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (Jan Paweł II, Redemptor hominis, nr 17)

  1. Następne zadanie to przestrzeganie prawa naturalnego. Prawo naturalne jest zakorzenione wewnątrz człowieka i utożsamia się z jego dynamiczną siłą, naturą. Ma ono- charakter uniwersalny, obiektywny, absolutny i niezmienny Cale życie moralne człowieka opiera się na prawie naturalnym, ponieważ każda decyzja o tyle jest dobra, o ile człowiek rozumie, że jej przedmiotem jest dobro, które ma pełnić. Wrażliwość na prawo naturalne znajduje wyraz w imperatywie rozumu praktycznego: ,,Dobro należy czynić, a zła należy unikać” (Bonum est faciendum, malum tamen vitandum). Jest to najwyższe przykazanie dla człowieka, objawienie naturalnego prawa i podstaw ludzkiej moralności. Prawo naturalne jest źródłem obowiązywalności wszelkich norm i nakazów wydanych przez władze. Ma ono charakter imperatywny, ale nie wiąże się ze zniewoleniem człowieka, ponieważ w pełni mu odpowiada, wyraża to, co ma związek z jego rozwojem.

Każdy normalny, zdrowy człowiek posiada wewnętrzne ukierunkowanie na dobro. Ta właśnie wrażliwość na dobro w ludzkich czynach zgodnie z jego wymaganiami potwierdza, że prawo naturalne nie jest wymysłem. W związku z tym prawo pozytywne czyli stanowione powinno być zgodne z wymaganiami prawa naturalnego. Nie może ono zakazywać tego, co nakazuje prawo naturalne, ani nakazywać tego, czego zakazuje prawo naturalne. Prawo stanowione, jeśli zmusza człowieka do postępowania wbrew podstawowym inklinacjorn jego natury, jest pseudoprawem, a raczej nadużyciem władzy w imię pseudoprawa, nakazem, który nie może wiązać człowieka ,,od wewnątrz”, w sumieniu, jakkolwiek niekiedy człowiek jest zmuszony takiego nakazu pozornie słuchać (np. dla zachowania życia własnego lub osób drugich). Zarówno (przemoc fizyczna, jak i moralna) me może być nigdy ,,uprawniona”, podobnie jak bezrozumne i bezwolne uleganie przemocy. Pozorne posłuszeństwo pseudoprawu może być usprawiedliwione jedynie wówczas, gdy jest podjęte w celu obrony istotnych dóbr człowieka, które mogłyby ucierpieć w razie otwartego sprzeciwu wobec niesprawiedliwego nakazu; nie może jednak nigdy przerodzić się w bierną uległość wobec bezprawia i przemocy. Niesprawiedliwe natomiast są te wszystkie prawa, które nie są zgodne z dobrem ludzkim czy to z racji celu, gdy ustanawia się prawa nie przyczynia się do dobra wspólnego, czy to z racji samego prawodawcy, ustanawiającego np. takie prawa, których wydanie me leży w jego mocy, które przekraczają jego kompetencję ustawodawczą, czy to wreszcie z racji formy, gdy niesprawiedliwie rozkładaj, ciężary obowiązków społecznych. Niesprawiedliwe prawo stanowione powinno zatem zostać zakwestionowane na drodze obywatelskiego nieposłuszeństwa, a nawet uznane za nieobowiązujące. W przeciwnym razie popada się w legalizm, który jest narzędziem dopasowywania człowieka do jego założonej Idei. Legalizm jako postawa moralna sprzyja ideologiom typu totalitarnego, postulującym pełną regulację zachowań jednostki za pomocą reguł czy norm przez państwo. Uznanie legalizmu za zasadę fundamentalną autonomizuje system prawny i wprowadza rozdział między prawem pozytywnym a innymi dziedzinami kultury, zwłaszcza między prawem a moralnością indywidulaną czy społeczną. Moralność przestaje być wtedy uznawana za zasadniczy regulator życia społecznego.

  1. Tworzenie rozmaitych pośrednich instytucji społecznych, które są wyrazem wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego. Chodzi o obywatelską aktywność i samoorganizację. Składa się na nie sieć dobrowolnych ruchów, stowarzyszeń bądź ugrupowań, które mają zdolność do współpracy, samoorganizacji, samopomocy, troski i wolicjonalnego działania na rzecz dobra wspólnego. Jest to formacja niezależna wobec państwa, tworzona przez jednostki podzielające podobny system norm i wartości, których podstawą działania są solidarność, zaufanie, kooperacja, dialog, konsensus. Społeczeństwo obywatelskie ma zrównoważyć władzę państwową, pozwalając jednocześnie obywatelom wyrażać swoje interesy i potrze by, jednocząc ich wokół spraw wspólnej troski oraz wpływać na decyzje publiczne. W tradycji europejskiej nie jest to nic nowego. Pojęcia rzymskiej societas civilis, dla której z kolei terminologicznym pierwowzorem była grecka koinonia politike wskazują, że wolni obywatele sprawują władzę albo sami nad sobą, albo nad innymi czy też, jak w przypadku demokracji, odgrywają te role na przemian. Tak więc w aspekcie teoretycznym władca jest tożsamy z poddanym. Naczelną formą życia społeczności antycznych były naturalne relacje zawiązujące się między członkami wspólnoty w stosunku do wspólnego dobra. Instytucje czy – jak mówiono w starożytności – godności (urzędy) były rozumiane jako specyficzne formy aktywności zwykłych obywateli, które zasadniczo każdy z nich mógł spełniać, a nawet powinien – to miała gwarantować zasada sprawowania danego urzędu przez rok, aby każdy obywatel mógł się wykazać swymi sprawnościami (umiejętnościami), udoskonalić je i wnieść coś najlepszego do wspólnego życia. Zinstytucjonalizowanie tych funkcji, swego rodzaju ich uzawodowienie czy specjalizacja były wynikiem późniejszych sposobów funkcjonowania zaś ich usamodzielnienie się czy wyobcowanie od swej naturalnej podstawy-życia narodu (społeczności) było po prostu czymś nie do pomyślenia. Także obecnie jeśli naród nie jest odpowiednio zorganizowany w swym życiu wspólnotowym i swe działania powierzył instytucjom, które nie działają lub działają wręcz na jego szkodę, to trzeba bić na alarm. Podjęcie osobistej odpowiedzialności za życie społeczne jest ważne zwłaszcza na poziomie lokalnym  W dobie bezprecedensowego i przestępczego ataku globalnych struktur, które gotowe są użyć nawet głodu jako środka nacisku, trzeba postawić na  oddolne organizowanie się, wyłanianie lokalnych merytorycznych liderów, poszukiwanie możliwości współpracy, samopomocy i niekonwencjonalnych rozwiązań. W swej lokalnej ojczyźnie człowiek ma własne oblicze, nie może się ukryć i oszukać innych. Zarazem tu właśnie może poczuć się bezpieczny. Tutaj może realnie  zmieniać świat i budować struktury oporu. W małych, kilkuset osobowych grupach musi odradzać się demokracja w  oparciu o realne a nie tabliodalne schematy. Tu muszą kształtować się przekazy informacyjne, więzi gospodarcze i naciski polityczne.
  2. Najbardziej niejasne pojęcie to duchowość. Od XVI wieku jest ono rugowane z ludzkiej świadomości przez bezkrytyczną wiarę w naukę, która miałaby być najlepszym narzędziem do wyjaśniania wszystkich zagadnień i radzenia sobie w życiu. Nie podejmuję się wyjaśniać czym jest duchowość, bo jest ona rozumiana na wiele sposobów. Wyjdę za to od innego pojęcia, które wszystkim jest bliskie: chodzi o lęk mniej lub bardziej słusznie utożsamiany ze strachem. Lęk jest częścią natury człowieka. Od jego poziomu zależy reakcja na daną sytuację. Lęk paraliżuje, ale może też być pokonany. Wówczas ludzie wyrastają na bohaterów i mogą cieszyć się życiem. Można kontrolować swój lęk, a dzięki temu stać się wolnym. Jeśli nie mamy wolności, nie możemy być szczęśliwi. O wolność wynikającą z prawdy chodzi właśnie w zdrowej duchowości. Jeśli człowiek pozostaje w niewoli swoich lęków, schematów i uprzedzeń nie jest wolny. Ludzie mają różny stosunek do religii, wiary, duchowości etc. Wynika to z wychowania jakie otrzymali, ze środowiska w jakim wzrastali i ze wszystkiego co ich ukształtowało. Niełatwo jest to zmienić. Nie chodzi więc przede wszystkim o to, aby przekonywać ludzi do wiary w Boga, ale by zachęcić ich do stawiania pytań i szukania najgłębszych odpowiedzi. Każdy bowiem można starać się maksymalnie poszerzyć granice swego myślenia, wyjść poza ciasny horyzont medyczny, ekonomiczny czy polityczny i pomyśleć o metafizycznym lub teologicznym sensie wydarzeń ze swego życia. Jedno nie wyklucza drugiego, choć nie każdy chce o wszystko pytać, tak jak nie każdy zastanawia się nad tym, skąd pochodzi woda, która płynie w jego kranie. Są jednak tacy, których to interesuje. W przypadku ataku na wodociągi ich wiedza byłaby bezcenna.   Heidegger mówił, że myślenie typu technicznego czyni człowieka skłonnym do zastanawiania się jedynie nad doraźnym pożytkiem. W tej sytuacji ginie zdolność „myślenia istotnego” pytającego ze zdziwieniem o rzeczy istotne. Takie pytanie Jest prawdziwą „pobożnością myśli”, gdyż wyzwala od zamknięcia na wszystko, co prawdziwie zbawienne dla człowieka. Narastające ostatnio problemy, choćby w postaci zaburzeń psychicznych a nawet samobójstw pokazują, że zawodne jest ocalenie człowieka przez wyzwolenie go od wpływu wyższej, ponadludzkiej rzeczywistości. Czym ona jest, jak nawiązać z nią kontakt i jak o niej mówić? Z pewnością nie da się ona łatwo zawładnąć wymaganiom ludzkiego intelektu, co niesłychanie wydłuża drogę do  zawierzenia tajemnicy. Kto pragnie odnaleźć światło musi uznać ubóstwo i niedostatek swej wiedzy. Każda śmiała myśl ludzka ma w sobie coś z ,,wyjścia” w nieznane. Trzeba porzucić wygodny stan zadomowienia w kręgu tego, co jest już zdobyte i własne. Ów exodus ludzkiej myśli dokonuje się często wśród ciemności i niezdecydowania oraz pociąga za sobą ryzyko pomyłki. Jest to bolesne, ale konieczne doświadczenie, gdyż postawa bojaźliwa jest zagrożeniem dla życia i rozwoju. Niektórzy pytają: dlaczego Bóg dopuścił obecną sytuację? Co może się teraz wydarzyć ? Czy modlitwa, pokuta, zmiana postępowania na coś się przyda? Stajemy nagle wobec Tajemnicy, która przerasta naszą wiedzę i pojmowanie. Nie ma prostych odpowiedzi na te pytania. Każdą sytuację można jednak odczytywać jako znak, wezwanie, słowo skierowane do mnie w nadziei, że udzielę wielkodusznej odpowiedzi. Zawsze poświęcenie się prawdziwemu dobru jest drogą do autentyzmu życia, odrodzenia i urzeczywistnienia samego siebie. Kryje się w tym przedziwna tajemnica ludzkiej wolności, która wybiera wprawdzie to, co dostrzega, lecz w rzeczywistości wybór ten sięga znacznie głębiej – aż do tego, co pozostaje nieprzejrzane do końca. Tajemnicę tę trzeba odkrywać wciąż od nowa tak, aby stała się cząstka własnej wrażliwości i świadomości. Na gruncie chrześcijaństwa relacja z Bogiem ostatecznie jest źródłem spełnienia się człowieka, wyzwalając ludzi z uzależnienia od warunków ekonomicznych i politycznych, a do realizacji tego celu On sam udziela człowiekowi niezbędnej nadprzyrodzonej pomocy, jako że ten cel i jego realizacja przekracza naturalne możliwości człowieka. Nie trzeba być wierzącym, poszukującym etc., żeby zrewidować swoje do­tychczasowe życie, a przynajmniej zapytać: Co powinienem teraz robić? Czy widzę dla siebie jakieś szczególne zadanie, obowiązek, niezbywalną wartość? Stawiając takie pytania i szukając na nie odpowiedzi, niektórzy (ku swemu wielkiemu zaskoczeniu!) doszli do głębokiej wiary w Boga, a przynajmniej odkryli w życiu wielkie pokłady radości, zaufania i siły ducha. Bez pogłębienia w sobie wymiaru duchowego nie damy rady w zderzeniu z sytuacjami, które napełniają nas lękiem. W Liście do Hebrajczyków z Nowego Testamentu czytamy, że ludzie „przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli” (Hbr 2.15). Śmierć oznacza stale rysujące się na horyzoncie życia niebezpieczeństwo niepowodzenia i klęski. Dlatego rodzi ona w człowieku lęk, poszukiwanie naturalnych zabezpieczeń i ucieczkę w egoizm. Ten zaś jest zawsze oznaką braku głębi i wyrazistej osobowości, swego rodzaju profanacją tajemnicy człowieczeństwa, utratą własnego ludzkiego oblicza. W świetle chrześcijańskiej Dobrej Nowiny śmierć jawi się jednak jako papierowy tygrys. Dobra Nowina, że nie umieramy znaczy, że możemy wchodzić w sytuacje groźne, niepewne i ryzykowne, a jednak wychodzić z nich zwycięsko;  z większą siłą, odwagą i wolnością. Ten tajemniczy  wymiar życia, jeśli będziemy go pielęgnować, zapewni nam wygraną w najtrudniejszych sytuacjach.