Dumne, odważne kobiety irańskie i libańskie wyszły na ulice Teheranu i Bejrutu. Ich przekaz brzmi: „Będziemy walczyć, nigdy nie zgodzimy się na bycie w niewoli u zagranicznych imperialistów”.
Widziałem ostatnio wiele filmów pokazujących takie deklaracje. Świadczą one o rosnącym oddolnym ruchu oporu wywołanym barbarzyńskimi bombardowaniami ich krajów przez Izrael i USA.
To dokładnie taki rodzaj odwagi, jakiej brakuje w dzisiejszym świecie zachodnim. A przecież konieczność walki o to, by uniknąć zniewolenia przez jarzmo cyfrowej technokracji „głębokiego państwa” jest co najmniej tak samo pilna jak ratowanie swojej rodziny i kultury przed bestialską rzezią z rąk Netanyahu i Trumpa.
Gdy spojrzymy głębiej, dostrzeżemy, iż jest to nasza wspólna walka. Czy jesteśmy w Iranie, Libanie, Gazie, Wielkiej Brytanii, Ameryce północnej lub Południowej, czy też gdziekolwiek indziej na tej tragicznie podzielonej planecie, walka o utrzymanie życia w godności łączy nas wszystkich.
Kto tego nie widzi, już został schwytany w okowy centralnego system kontroli rządu, korporacji i bankowości, które rugują niezależne myślenie i działanie z terminologii codziennego życia, nie wspominając o praktycznym działaniu w tej dziedzinie.
Dla wielu „walka” ma bezpośrednie konotacje z działaniem negatywnym. Z zakłóceniem fundamentalnego stanu pasywności indoktrynowanego społeczeństwa.
W końcu, ludzie pracujący od rana do wieczora dla tej czy innej korporacji – również rządowej – są zarówno w pracy jak i w domu całkowicie uwięzieni w codziennej rutynie, która z roku na rok prawie się nie zmienia.
Bo o co tu walczyć? O podwyżkę pensji? O obniżenie czynszu czy o miejsce w kolejce po nowe biodro?
Walczyć o swoje przetrwanie jako istoty ludzkiej, a w gruncie rzeczy w obronie największych wartości swojej kultury, znacznie wykracza poza zakres wyobraźni i doświadczenia podległych Zachodowi niewolników systemu.
Inwazja cyfrowej technokracji napędzanej sztuczną inteligencją – jeśli zostanie zaakceptowana i przyjęta przez masy – położy kres jakiejkolwiek ostatniej szansie na ucieczkę od całkowitego poddania się Mammonowi.
Abyśmy przetrwali, musi tu zacząć działać opór.
Jakie szanse ma irańska matka wychowująca dzieci w warunkach podstawowego bezpieczeństwa, gdy w jej ojczyznę wymierzona jest potęga militarna USA i Izraela?
Podobnie jak ci, którzy postanawiają wziąć swój los w swoje ręce i przeciwstawić się nakazowi podporządkowania się „inteligentnym” przepisom, ustalonym w celu złapania ich w pułapkę trwałego zniewolenia przez architektów kontroli.
Oba wyzwania są ciężkie. Jednak instynkt przetrwania jest potężniejszy niż bomby i despotyczni maniacy kontroli.
„System” to nie tylko wymuszanie na ludzkości dystopijnej agendy; dotyczy on całkowitego odwrócenia systemu wartości wypracowanego przez całe stulecia walki o stworzenie humanitarnego, sprawiedliwego i bezpiecznego życia oraz zbudowanie w społeczeństwie szacunku dla takiego kształtu moralnej odwagi, która stanie się częścią codziennej egzystencji.
Jakkolwiek mały nie byłby postęp w osiąganiu tych wartości, każdy krok naprzód był niczym snop złotego światła w pokonywaniu tendencji do tego, by przyjętą normą stały się wyzysk i chciwość.
Obecnie bronimy bram oblężonego miasta. Praworządność, na której zasadzał się pewien poziom oficjalnej dyplomacji, tworzący podstawę dla międzynarodowych negocjacji (nawet przy braku równowagi), jest przez najbardziej wpływowych miliarderów-hegemonów i piratów politycznych wyrzucana na śmietnik.
Znajdujemy się w różnym stopniu (w zależności od położenia geograficznego) w trakcie cynicznego osuwania się w bezprawie, podjudzani przez fanatyków syjonistycznych i chrześcijańskich fundamentalistów z tzw. „pasa biblijnego”, którzy widzą konieczność Armagedonu, aby spowodować powrót Jezusa Chrystusa i/lub przyjście żydowskiego Mesjasza.
Większej indoktrynacji już być nie może. Ale ci fanatycy to nadal są jedynie wysłannicy głębokiego państwa, o umysłach pod kontrolą.
Długotrwała strategia demontowania cywilizacji zawsze stosowała „chaos” jako główny środek do wtrącania nas wszystkich z równowagi i sprawiania, żeby ludzie na ziemi gonili swój własny ogon usiłując „zrozumieć”, co się dzieje, podczas gdy to, co się dzieje, nie da się pojąć za pomocą typowej analizy intelektualnej, nawet uzyskując opinie osób wtajemniczonych.
To tak jakby zaglądać przez dziurkę od klucza na całą maszynerię tej gry odbywającej się w danym ulotnym momencie.
Kiedy na koniec orientujemy się, że szukanie racjonalnego wytłumaczenia dla odgrywanego nam irracjonalnego spektaklu jest bezcelowe, pojawia się w nas pragnienie zbudowania w sobie oporu.
Oporu wobec wszelkich form oszustwa.
Potężnie umotywowanego postanowienia, by niewzruszenie trwać przy podstawowych zasadach sprawiedliwości, prawdy, mądrości i empatii.
To są cechy składające się na prawdziwą rezyliencję, która pozwala nam łączyć się z dzielnymi matkami w Gazie, Libanie, Iranie i gdzie indziej. Tymi, których nigdy nie widzieliśmy na oczy, lecz wiemy, że cierpią głębokie poniżenie, a ich życie jest rozrywane na strzępy przez zuchwałe bestie z rozbuchanymi ego rodem wprost z demonicznych sfer nieludzkiej przemocy.
Już dziś wybierzcie opór, bowiem jest to nasza najpotężniejsza broń, taka, której nie zniszczy żadna broń militarna. Przekształca on nasze działania w symbole wiecznego ducha miłości, a ten nigdy się nie poddaje.
Historia zna niezwykłe przykłady, choćby bezgraniczna odwaga polskiego podziemia w czynnym przeciwstawianiu się okupantowi Polski podczas II wojny światowej.
Obecnie każdy z nas stoi przed koniecznością podjęcia mocnego postanowienia, aby podtrzymywać te wartości, które cechują nas jako wrażliwe, dynamiczne i empatyczne istoty ludzkie, zawsze gotowe do wspierania się nawzajem w walce o przetrwanie naszych najgłębszych i najcenniejszych dążeń.
Jest to wezwanie mentalne, fizyczne i głęboko duchowe. Żaden prawdziwy człowiek nie jest pozbawiony wołania tych wewnętrznych głosów. Wszyscy je w sobie mamy, lecz zwyczajnie ugrzęzły one w tej ogłupiającej papce, jaką oferuje współczesne życie, dopasowane do demonicznej globalistycznej agendy.
Miliony ludzi usilnie próbują zrozumieć, jak możemy się prawdziwie przeciwstawić temu pozornie nieskończonemu, popełnianemu na wszystkich poziomach złu. Może nas ono przytłaczać – i często tak się dzieje.
To właśnie jest przypomnienie konieczne, aby dołączyć do oporu.
Dla wszystkich tych, których serca i umysły pozostają wierne świadomości roli, jaką wypełniać tu przyszliśmy.
Innymi słowy, aby stać się wojownikami ducha z wyłącznym zamiarem oczyszczenia się z wszelkiej wewnętrznej i zewnętrznej martwej tkanki i zestrojenia się ze złocistymi promieniami wschodzącego słońca.
W tym tkwi nasza wspólna siła, motor niezbędny dla popchnięcia naprzód rewolucji. Jesteśmy forpocztą indywidualnego i zbiorowego oporu w jego nadchodzącym zwycięstwie nad bezrozumnym, techno-totalitarnym, transludzkim wyścigiem ku zimnej, ciemnej i bezlitosnej ścianie przepaści.
