Praktyczne działania i duchowość w codziennym życiu.

Ważne kroki ku odzyskaniu kontroli nad naszymi losami

Julian Rose (*)

Następne wybory – następne wybory”- oto powtarzana w kółko mantra zdezorientowanych mas, które chcą wierzyć, że za następnym rogiem wyłoni się oddział rycerzy w lśniących zbrojach, gotowych uratować ich kraj przed narzuconym siłą staczaniem się w ruinę.

To nawracające urojenie wzięło się z krótkowzrocznego zapominalstwa elektoratu, zazwyczaj około drugiego roku rządów danej partii politycznej. Gdy staje się zbyt boleśnie oczywiste, że poprzednie wybory nie zdołały nam przynieść zbawców, którzy zmęczonej populacji mieli zapewnić „nową świetlaną przyszłość”.

Czy możemy sobie wyobrazić jakąś formę rządów, która nie będzie posłuszna dyktatowi globalistycznego „głębokiego państwa”, jednocześnie udając, że odpowiada na potrzeby ludzi?

Teatr absurdu był satyryczną formą sztuki dramatycznej powstałą po II wojnie światowej, gdy idea, że ludzka egzystencja jest pozbawiona znaczenia i nie posiada celu, połączyła pewną ilość dramatopisarzy.

Taki nihilizm jest przecież odgrywany jako rzeczywistość w parlamentach, ministerstwach i siedzibach partii, wszędzie tam, gdzie na rządowych masztach wisi sfatygowana flaga „demokracji”.

Bez wątpienia, coraz większa liczba ludzi już widzi, że niemożliwy do przyjęcia poziom obłudy i matactwa w naszych skorumpowanych do cna systemach politycznych staje się normą.

To nasuwa myśl, że dojrzał czas, by powstało coś, co odsunie na bok obecny teatr absurdu i zacznie tworzyć oddolną formę zjednoczonego autoprzetrwania – poprzez samoobronę, samorządność i solidną dawkę ugruntowanego zdrowego rozsądku.

Wymaga to samoobrony i samorządności, ponieważ są to oba mechanizmy przetrwania, które zgłębiają i wcielają w życie sposoby zachowania podstawowej formy niezależności od systemu korporacyjnego, bankierskiego i kontroli politycznej.

Takie akcje prowadzą do redukowania istniejących uzależnień od technologii komunikacji, systemów finansowych, super- i hipermarketów oraz scentralizowanej dystrybucji energii, kontrolowanych przez głębokie państwo – a także szybko rozwijających się scentralizowanych mechanizmów kontroli cyfrowej i sztucznej inteligencji.

Każdy dzień odkładania podjęcia kroków ku przełamaniu swojej zależności od narzędzi i programów odgórnego status quo jest dniem straconym dla sprawy uzyskania kontroli nad własnym losem. Która w efekcie oznacza ocalenie własnego ja – oraz ja innych – od nieuchronnego stoczenia się w uwięzienie i zniewolenie.

Nie można bagatelizować powagi tego, co stoi bezpośrednio przed każdym z nas w 2026 roku.

Poza tymi rzadkimi przypadkami, gdzie rząd staje w obronie pewnego poziomu sprawiedliwości i moralnej rzetelności, stoimy na skraju mrocznej otchłani, i jeden czy dwa kolejne akty podporządkowania się systemowi kontroli mogą oznaczać wylądowanie w przepaści o ścianach zbyt stromych, by się z niej wydobyć.

Samoobrona oznacza działanie z pozycji świadomości rażących aktów hipokryzji obecnej administracji i jej coraz częstszego uciekania się do despotyzmu i faszyzmu.

Jak wielu już zaczyna pojmować, państwa na całym świecie są uwięzione w agendzie całkowitej, scentralizowanej kontroli, obmyślanej przed dziesiątkami lat, a obecnie funkcjonującej według modelu Wielkiego Resetu Światowego Forum Ekonomicznego, obejmującego cele zrównoważonego rozwoju 2030 ONZ, Zielony Ład i czwartą rewolucję przemysłową.

Koniecznie zwróćcie uwagę na sposób, w jaki to jawne zagrabienie władzy sprzedawane jest nam, ludziom jako „konieczne lekarstwo w celu osiągnięcia zerowych emisji netto do lat 2045/50”.

Niesławny wynalazek p.t. „Net Zero”, którego fałszywe podparcie naukowe wciąż trzyma tak wielu w zamroczeniu, to jawne i bezczelne odwrócenie roli procesu, w jakim

system biologicznego funkcjonowania CO2 wspiera życie, ogłoszenie podstawowego gazu życia – dwutlenku węgla – złowieszczym źródłem zanieczyszczenia i katastrofy planety.

Tak więc obrona prawdy, sprawiedliwości i podstawowej wolności zaczyna się od zrozumienia, jak kpią sobie z nas liderzy centralnie planowanego kultu śmierci, licząc na to, że potrafią zdławić każde przebudzenie na większą skalę, które mogłoby rozsadzić wymyślony przez ten kult wielki plan.

Uwaga: głównym narzędziem tego dławienia jest program globalnej indoktrynacji oparty o zdradliwą przeciętność mas, konformizm i wszechobecny ludzki lęk przed wyjściem poza normy.

Lecz wyjść poza normy musimy. Nie ma innej drogi do przejęcia kontroli nad własnym losem.

Nie chodzi o „prepping”, choć takie kroki w kierunku przetrwania stanowią część działań, jakie musimy podjąć podczas konstruowania naszego oddzielenia się od „systemu”. Kroki, które ostatecznie powinny doprowadzić do znalezienia się całkowicie poza jego zasięgiem.

Podstawowym elementem naszego wyłamania się jest „niepodporządkowanie”. Lecz taki brak zgody, żeby był skuteczny, musi być działaniem zbiorowym. Tu właśnie w grę wchodzi „samorządność”.

Samorządność pojawia się, kiedy masa krytyczna jednostek pozostających w geograficznej bliskości wobec siebie postanawia pracować razem w duchu wzajemnego wsparcia i odpowiedzialności. Nie inaczej, na przykład, niż jak zareagowałaby wspólnota wiejska na wiadomość, że mają im odciąć dopływ prądu lub dostawy żywności.

Proces konsolidacji może się zacząć od rzeczy małych. Dobrym pierwszym krokiem jest lokalne rozprowadzanie ulotek przedstawiających kluczowe sprawy, o których wiemy, że nurtują innych, i proponujących nieformalne spotkanie stron zainteresowanych ich rozwiązaniem.

Cokolwiek, co spowoduje, że mała grupa podobnie myślących jednostek zadeklaruje swoją gotowość do współpracy we wspólnych działaniach na rzecz niepodporządkowania.

Ten skromny start buduje podstawy dla dalszego rozszerzania działań, jako że ograniczenia wolności obywatelskich powodują dalsze przebudzenie się w ludziach świadomości coraz większego stopnia usidlenia czekającego tych, którzy nie zdołają się wyłamać.

Inną, nieco bardziej ambitną drogą może być rozszerzenie akcji ulotkowej w lokalną gazetę, która będzie otwarcie promowała inicjatywy niepodporządkowania, a zarazem takie działania jak wymiana towarów i usług, handel alternatywny i lokalne czy regionalne punkty sprzedaży żywności.

Kreatywne rozwiązania pozornie niepokonalnych problemów zazwyczaj przychodzą wtedy, gdy „dostateczna ilość pleców zostanie przyciśnięta do ściany”. Ta metaforyczna ściana już istnieje. To konstrukcja bezwzględna, dobrze zabezpieczona przed konwencjonalnie stosowanymi ładunkami wybuchowymi.

Jednak choć próbuje ludzkość zablokować, nie jest ona w stanie w pełni przeciwstawić się postępowi w dynamicznym rozwoju zasobów duchowych i psychicznych.

Dlatego też stosowane jest nieustanne, oparte na wygodzie oszustwo „smart”, w celu rozproszenia kreatywnej myśli i koncentracji na samostanowieniu, zanim okrzepnie i urośnie ona w siłę na tyle potężną, że skruszy morderczy zacisk psychiczny głębokiego państwa na ludzkości.

Dlatego zrezygnujcie ze smartfonów – podstawowej formy zniewolenia.

Bezpośrednie stawienie czoła przeciwnościom ma ogromną wartość. Pozwala się otrząsnąć z samozadowolenia i oszukiwania siebie samych.

Potrzeba jest matką wynalazku – i niech nikt nie wątpi, że najważniejszą potrzebą obecnego czasu dla ludzi świadomych jest zjednoczenie się we wspólnej samoobronie przed odgórnym usidleniem nas w technokratycznym, opartym na przepisach, totalitarnym społeczeństwie żywych trupów.

Obłędna szybkość, z jaką zatrzaskuje się przed nami bramy do wolności, daje najlepszą okazję, by skończyć wreszcie z szukaniem wymówek, dlaczego nie podejmujemy działań niezbędnych dla naszego wyzwolenia. Naszego zbiorowego wyzwolenia.

Oczywiście, jak wszystko prawdziwie twórcze, postanowienie zmiany kursu własnego życia zakłada pójście w nieznane. Na skalistą, nieoznakowaną ścieżkę, nie znającą „wygody” ani „przekonania”.

Tę właśnie, mniej uczęszczaną drogę wybierze ta część ludzkości, która potrafi pójść za wołaniem duszy. Obrać nowy kurs, który najpierw pozwoli wyjść jedną nogą poza system kontroli, a nieco później – drugą.

A gdy już masa krytyczna wyjdzie z niego obiema nogami, system kontroli runie.

Przypominam mądre słowa Laozi: „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku”. Zróbcie go teraz – i idźcie dalej. To nasza najpewniejsza droga do zwycięstwa.

(*) Sir Julian Rose jest pionierem rolnictwa ekologicznego, właścicielem gospodarstwa/rodzinnej posiadłości w Zjednoczonym Królestwie, pisarzem, publicystą i działaczem międzynarodowym. Od około 25 lat większość czasu spędza w Polsce. Jest dyrektorem Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC, współtworzy Koalicję Polska Wolna od GMO, Portal Do Prawdy, Koalicję “TAK dla żywności od polskich rolników”, Ekocentrum ICPPC. Aktywnie uczestniczył ze strony społecznej w pracach Komisji Rolnictwa i Komisji Ochrony Środowiska w Sejmie RP w obronie polskich rolników i konsumentów. Autor setek publikacji oraz książek: „Zmieniając kurs na życie” , „W obronie życia” i „Pokonać umysł robota – dlaczego ludzkość musi tego dokonać”. Ogłoszony holistycznym analitykiem politycznym przez Global Research Newsletter.  

Strony: www.renesans21.pl www.julianrose.info

Współtworzy stronę: www.doprawdy.info