Wrogowie człowieka, wrogowie przyrody.
W erze technokratycznej patologiczna gonitwa za nowoczesnością, skutecznością i wydajnością przyjęta została jak oznaka “postępu”. Lecz bycie nowoczesnym, skutecznym i wydajnym bardziej niż kiedykolwiek jest korporacyjną wizytówką przemysłu, który raczej sieje śmierć niż wspiera życie.
Gdziekolwiek się nie obrócimy, ludzkość stoi dziś w obliczu szokującego wręcz pola minowego toksyczności. “My, ludzie” na przestrzeni lat zapędziliśmy się w ślepą uliczkę, z której coraz trudniej nam się wydostać.
Znaleźliśmy się w niej, ponieważ nie chcieliśmy odrzucić naiwnej wiary, że rządy i korporacyjny przemysł działają w naszym najlepszym interesie, i że nigdy rozmyślnie nie wypuściłyby na rynek niczego, co jest z natury szkodliwe.
Jednakże, gdy mocno zakorzeniona w nas naiwność zaczyna nabierać nieco wnikliwości, nagle staje się dla nas jasne, iż gdzie tylko skierujemy uwagę, wiele istotnych aspektów codziennego życia stanowi tykające bomby zegarowe, zagrażające podstawom zdrowia i dobrostanu człowieka i przyrody.
Rządy i korporacje już dawno przestały się w ogóle interesować promowaniem najlepszych dróg do osiągnięcia świata, w którym jakości życia nie poświęca się dla zliczania materialnych aktywów.
Co zaś do handlu i przemysłu, “niewidzialna dłoń rynku” (Adam Smith) dawno już została uznana za Boga, a kwestiom skuteczności wytworzonych przez nie produktów oraz temu, jak wpływają one na człowieka, przyrodę i biosferę, w najlepszym wypadku przypisuje się drugorzędne znaczenie.
Najczęściej zwraca się na nie uwagę dopiero, gdy umiera “zbyt dużo” ludzi i przyroda ulega krańcowej degradacji.
Z listy tysięcy toksyn i skażeń uważanych obecnie za “normalne”, wybrałem tylko trzy rzeczy, ilustrujące, jak zabójcze i niszczące produkty stały się akceptowalnym składnikiem codziennego życia, choć w rzeczywistości są niewidzialnymi truciznami, drastycznie redukującymi długość i obniżającymi jakość naszego życia, jak również jakość naturalnego środowiska.
Pestycydy agrochemiczne
To wielkie nieszczęście, że cała żywność produkowana przemysłowo, oprócz pochodzącej z farm ekologicznych, gdzie stosuje się metody organiczne, uprawiana jest metodami opartymi o agrochemię. Oznacza to, że zawiera ona resztki toksycznych pestycydów stosowanych dla ochrony przed szkodnikami i chorobami.
Te same uprawy nie byłyby tak podatne na ataki szkodników i chorób, gdyby prowadzono je zgodnie z tradycyjnymi systemami płodozmianu pól i uprawianych gatunków, stosowanymi szeroko w zachodnim świecie postindustrialnym aż do połowy XX wieku.
Jednak po II wojnie światowej wielki biznes farmaceutyczny i rolny (Big Pharma, Big Agro) do spółki z rządami popierającymi rolnictwo przemysłowe wyeliminowali płodozmian z systemu agrarnego oraz stosowanie wzbogacających glebę nawozów naturalnych z gospodarstw. Zastąpiono je obfitym stosowaniem środków agrochemicznych – a szczególnie rozpuszczalnego sztucznego azotu, produktu ubocznego w przemyśle zbrojeniowym z czasu II wojny.
Sztuczny azot sprawia, że rośliny rosną szybciej, lecz mają mniejszą odporność na choroby, toteż szkodniki i choroby grzybicze, które nie atakowały roślin uprawianych tradycyjnie, wywoływały katastrofalne skutki na uprawach nawożonych azotem.
Doprowadziło to do konieczności regularnych oprysków tych upraw toksycznymi syntetycznymi herbicydami, pestycydami i fungicydami, aby utrzymać ich wzrost.
Przemysł agrochemiczny skupia najlepiej zarabiające korporacje na świecie. W 2025 roku dochód z globalnego handlu agrochemią wyniósł 245 miliardów dolarów.
Wiadomo, że wiele z jego produktów, jak np. powszechnie stosowany herbicyd glifosat, to karcynogeny. Według danych spółki Pesticide Action Network, w samych Stanach Zjednoczonych dostępnych jest 17000 pestycydów.
Rolnicy (i ogrodnicy) mają zatem potężny wybór środków do spryskiwania swoich upraw, zaś konsumenci spożywający tę żywność biorą na siebie rolę szczurów laboratoryjnych.
Sytuacja pogarsza się jeszcze w momencie, gdy do już zaburzonego cyklu biologicznego rozwoju włącza się organizmy modyfikowane genetycznie (GMO).
Inżynierię genetyczną wprowadzono pod bulwersującym pretekstem, jakoby była ona niezbędna dla dalszej ochrony monokulturowo uprawianych roślin z deficytem odporności przed całkowitym wyniszczeniem przez szkodniki lub pogodę.
Cała ta dystopijna operacja doprowadziła do zatrucia całości łańcucha pokarmowego. A konsumentów na jego końcu drapieżne sieci supermarketów całkowicie świadomie utrzymują w mrokach niewiedzy co to tego, w jaki sposób wytwarzane są owe artykuły masowej produkcji, i jak to rujnuje ziemie rolne, bioróżnorodność środowiska oraz podstawową jakość pożywienia.
Jak działać: Kupować świeże, lokalne produkty z małych i średnich, przyjaznych dla środowiska gospodarstw i miejscowych targów. Wspierać tym samym prawdziwych, niezrzeszonych w korporacjach rolników – bowiem bez nich nie mamy przyszłości. Najlepszym wyjściem jest uprawianie własnych produktów żywnościowych, wolnych od chemii.
Nanoplastiki
“Nano” oznacza mikroskopijny. Jeden nanometr to jedna miliardowa metra.
Jeszcze do niedawna uważano, że plastik zanieczyszcza środowisko przez swój bardzo długi cykl biodegradacji. Obecnie jednak coraz liczniejsze badania nad wszechobecnym plastikiem ujawniają obecność jego maleńkich cząstek dosłownie wszędzie.
Fakt, iż stwierdzono obecność takich plastików we wnętrznościach większości przetestowanych ryb odławianych przemysłowo, umożliwił dotarcie do ogółu z przekazem o zagrożeniach związanych z nanocząstkami plastiku dla zdrowia.
Toksyczne cząsteczki plastiku znaleziono także w powietrzu, którym oddychamy, wodzie, którą pijemy, oraz jedzeniu, które spożywamy.
Te maleńkie cząsteczki nie ulegają rozpadowi, lecz przywierają do narządów wewnętrznych, stopniowo blokują żyły i arterie i zaburzają równowagę kwasowo-zasadową w ludzkim ciele.
Oczywistym skutkiem tego jest ich kumulacja w środowisku naturalnym w organizmach ludzi, zwierząt i insektów. I nie da się uniknąć poważnego problemu dla zdrowia, dopóki nie zastosuje się przemyślanych radykalnych działań w postaci całkowitego zakazu stosowania większości plastików zalewających dziś naszą planetę, lub znalezienia sposobu na ich skuteczny recykling.
Zważcie, jak daleko zaszło w obecnym czasie stosowanie plastikowych opakowań. Nie sposób już uniknąć żywności opakowanej w plastik na półkach supermarketów i niemal wszystkich innych sklepów spożywczych. Ale z plastiku przedostają się do owiniętego nim jedzenia substancje toksyczne, uniemożliwia on oddychanie świeżych produktów, pogarsza ich jakość oraz zmniejsza ich wartość odżywczą.
Taki proces duszenia i nasączania toksynami przedstawia się nam, ludziom, jako „niezbędny środek higieniczny”. Co za bezczelna dezinformacja.
Podobnie jak pestycydy, plastiki są karcynogenne, odgrywają coraz poważniejszą rolę w zaburzaniu układu odpornościowego oraz zwiększają szansę zapadnięcia na raka, choroby serca i ogólnie podkopują zdrowie fizyczne i umysłowe.
Mamy tu wielką lekcję do odrobienia. Jest ona powtórką tego, co ujawniła nam katastrofa z pestycydami.
Ślepe interesy korporacyjne i słabe, marionetkowe rządy doprowadziły do zarzucenia naturalnych płodozmianów upraw na rzecz toksycznych chemikaliów, co spowodowało gwałtowny uszczerbek na zdrowiu ludzkim oraz pogorszenie się warunków rolniczych i środowiskowych jak ziemia długa i szeroka.
Zachłyśnięcie się nieulegającymi biodegradacji, toksycznymi plastikami spowodowało odejście od biodegradowalnych toreb i opakowań z papieru i tektury, na tej samej zasadzie ślepej, wprost rażącej obojętności na skutki końcowe.
Ostatecznej przyczyny tego chorego trendu upatruję w przedkładaniu „wygody” ponad „rozsądek”.
Jak działać: Świadomie ograniczać kupowanie produktów w opakowaniach plastikowych i foliowych. Wodę kupować tylko w szklanych butelkach. Nie gotować wody w elektrycznych czajnikach z plastiku. Używać toreb na zakupy z materiału lub papieru. Unikać kupowania dzieciom nadmiernych ilości plastikowych zabawek. Nie poddawać się modzie rozkładania na grządkach ogrodowych i kwietnikach plastikowych folii dla zapobiegania chwastom. Starać się kupować metalowe lub drewniane artykuły do domu i ogrodu.
Tak nakazuje zdrowy rozsądek. Bądźcie świadomi swojej jedności z naturą.
Impulsowe promieniowanie mikrofalowe i neurotechnologie
Najbardziej bezpośrednie zagrożenie dla ludzkiego zdrowia pochodzi z ciągłego impulsowego promieniowania mikrofalowego. Do przywiązywania tak wielkiej wagi do zagrożeń tą postacią energii i transmisji przekazu skłania mnie fakt, iż atakuje ona użytkowników (i nie użytkowników) jednocześnie na poziomie fizycznym, mentalnym i duchowym.
Istnieje ogromna ilość publicznie dostępnych, zweryfikowanych materiałów naukowych, które ostrzegają, że impulsowe promieniowanie mikrofalowe telefonii komórkowej i przekaźników WiFi o różnych częstotliwościach elektromagnetycznych EMF, dostępnych obecnie na rynku, może być wykorzystywane do kontroli oraz zmieniania ludzkich myśli, postrzegania i emocji, wynaturzania struktur komórkowych i układu nerwowego oraz zmiany samego kodu genetycznego ludzkiego DNA.
Udowodniono, że elektrosmog częstotliwości EMF z wież przekaźnikowych telefonii komórkowej nawet bez celowego nakierowywania działa toksycznie na neurony w mózgu, komórki i cały układ nerwowy. Na poziomie fizycznym promieniowanie mikrofalowe odpowiada za wzrost zachorowań na zakrzepicę, raka i zmniejszenie ilości plemników.
Najnowsze badania ujawniły, że siedem minut używania telefonu komórkowego powoduje nienaturalne zlepianie się czerwonych ciałek krwi oraz zaburzenie normalnej równowagi białych i czerwonych krwinek w organizmie.
Doświadczenia naukowe wykazały, że z pulsacji mikrofalowych nagromadzonych w ciągu trzech minut rozmawiania przez telefon komórkowy oczyszczamy się przez dwadzieścia minut. Spędzanie całych godzin na takich rozmowach pozostawia nieusuwalny ślad w układzie nerwowym i hormonalnym. Czynność ta może na trwałe zmienić ludzkie postrzeganie rzeczywistości.
Dla graczy ukrytego państwa deep state, agencji służb wojskowych i wywiadowczych fakt ten był jasny od samego początku wprowadzania telefonów komórkowych. Jednak specjaliści z przemysłu AI/IT w Dolinie Krzemowej, reprezentujący Google, Microsoft, Open AI czy firmy Elona Muska, nie zgłosili żadnego formalnego sprzeciwu. Uznano te technologie za podstawowe narzędzia dla celów kontroli umysłu, zarówno indywidualnej jak i masowej.
Rządy nie stworzyły żadnych zabezpieczeń, które pozwalałyby zakazać lub zdelegalizować tak dalece inwazyjną neurobroń . Przeciwnie, dojrzały w tym polityczny potencjał dla scentralizowanej masowej inwigilacji i kontroli, który da się uruchomić za dotknięciem przycisku.
Technologiczna dehumanizacja ludzkości postępuje w błyskawicznie przyspieszającym tempie, pod pretekstem „inteligencji” i „postępu”. A tak naprawdę jest szalenie niebezpieczna, bezrozumna i uwsteczniająca.
O ile nie sprzeciwimy się czynnie obecnej manii WiFi i technologii cyfrowej, do 2030 roku dla rodzaju ludzkiego nie będzie już odwrotu. Taki jest plan przedstawiony przez Światowe Forum Ekonomiczne w postaci Czwartej Rewolucji Przemysłowej, włączony do Agendy Zrównoważonego Rozwoju 2030 Organizacji Narodów Zjednoczonych i przyjęty przez wszystkich członków ONZ.
Formalne porozumienie o globalnej depopulacji.
Jak działać: Masowe nieprzestrzeganie i nieposłuszeństwo obywatelskie to główne narzędzia niezbędne, by uniknąć złapania się w pułapkę wojny psychologicznej, neurologicznej i duchowej, stosowanej przez obecnych architektów globalnej kontroli. Jednostki muszą się całkowicie uwolnić od swojej obsesji i uzależnienia od „wygody”. Wygody, która zabija.
Pod jej szyldem miliardy ludzi stają się dobrowolnymi niewolnikami scentralizowanego systemu kontroli cyfrowej nakreślonego odgórnie przez Nowy Porządek Świata Światowego Forum Ekonomicznego, zwany też Wielkim Resetem.
W skrócie: kto chce odzyskać kontrolę nad własnym losem, niech zrezygnuje z telefonu komórkowego, stara się być samowystarczalnym i odłączyć się od sieci, a całą swoją uwagę skupić na wołaniu własnej duszy.
