Czy dobrzy ludzie mogą zbudować przyszłość pomimo obecnego szaleństwa?

Wziąwszy pod uwagę rysujący się przed nami bez końca chaos, zwiedzenie i wojny, jakie dziś ogarnęły naszą błogosławioną planetę, ogólne poczucie beznadziei jest absolutnie zrozumiałe.

Gdziekolwiek się nie obrócić, ktoś kogoś wykorzystuje dla własnego zysku w brutalnej walce o materialną, psychologiczną i religijną władzę.

Wygląda na to, iż nic i nikt o jakimkolwiek znaczeniu nie jest w stanie ani nie ma woli, by bronić prawdziwej sprawiedliwości, braterstwa i humanitarnej wizji wewnętrznej jedności rodziny człowieczej. Czegoś wielkiego i potężnego, czym można się naprawdę przeciwstawić temu zjeżdżaniu po równi pochyłej.

Gdy tylko takie heroiczne głosy zdołają się przebić, architekci kontroli wkraczają, by je uciszyć.

Pomimo tak dołującego w skutkach życia pod presją ohydnego, odgórnie narzuconego reżimu, nie sądzę, że jest to stan terminalny.

Ludzkość jest zadziwiająco wytrzymała; a szczególnie wtedy, gdy zostanie przyciśnięta do ściany.

Jednak dzień po dniu bezlitośnie igra się z ciemną stroną życia, a jej obrazy dominują na ekranach naszych telewizorów, monitorach komputerów i pierwszych stronach gazet. Wszystko to, zamiast stanowić istotne narzędzie poszerzania świadomości, w przeciągu kilku dziesięcioleci stało się kontrolowanym kanałem służącym do eksploatowania naszych umysłów.

Właściciele środków przekazu to pierwsza linia kontroli sprawowanej przez zwalczające się frakcje, które chcą ukształtować nasz świat i zamienić go w swoje prywatne, osobiste folwarki. Wyspy odgórnej kontroli i nieograniczonej fortuny.

Odcięcie się od „mediów” sprawia, że nasze codzienne poczucie przygnębienia natychmiast mija.

Eksponowane są tam sprawy, które deep state uzna za konieczne dla odwrócenia uwagi ludzkości od uzyskania możliwości samodzielnego kierowania swoim losem.

Spójrzcie wokół i zobaczcie, że normalni śmiertelnicy są w gruncie rzeczy całkiem ludzcy – mimo wszystko. Nie mają ochoty zabijać się nawzajem przy pierwszej nadarzającej się okazji, ani też okradać każdego, kto na chwilę straci czujność.

Istoty ludzkie de facto pragną żyć razem w pokoju i dobrobycie. To w głównej mierze potężne zaburzenie dystrybucji zasobów na tym świecie skłania z gruntu dobrych ludzi do przeistoczenia się w aspołeczne, walczące o przetrwanie hieny.

Na podobnych wypaczeniach żerują sprzedajne media, aby skupiać naszą uwagę na ciemnej stronie ludzkiej egzystencji.

Pieniądze kupują władzę – a wielkie pieniądze kupują wielką władzę.

Gdy włączymy „media”, zanurzamy się od razu w historiach o milionerach, multimilionerach i miliarderach, roztaczających wszędzie macki politycznej dominacji i całkowicie pochłoniętych budowaniem swych narcystycznych imperiów na całej kuli ziemskiej.

A jeśli nie tym, to medialne tytuły epatują nas drugą stroną medalu: wysiłkami konformistów z obsesją na punkcie dóbr materialnych oraz zazdrosnych pretendentów do statusu miliardera, by się do takich fortun dobrać.

Dziś takie dobrze znane rekiny finansowe kupiły już sobie najwyższe pozycje u władzy lub po prostu trzymają miecz nad głowami tych, którzy sprzeciwiają się ich hegemonii.

Autorytarni despoci potrzebują gigantycznego majątku, żeby pokazać, jak potężna jest ich władza, a jeśli nie znajdują się w lidze mega zamożności, muszą mieć jakiś haczyk na tych, którzy się w niej znajdują – wtedy mogą szantażem zdobyć podobne pozycje u władzy.

Podczas gdy trwa owo taplanie się w bagnie, liczba ludzi bezdomnych, pogrążonych w biedzie i dosłownie głodujących rośnie.

Filmy i zdjęcia dokumentują tragicznie nędzne warunki życia biednych ludzi i ujawniają, w jakim stopniu zostali oni doprowadzeni do stanu niemożności utrzymania się i prowadzenia godnej egzystencji.

Co roku z przyczyn powiązanych z głodem umiera dziewięć milionów ludzi; wiele z nich to dzieci poniżej pięciu lat (World Concern).

Lecz ci na górze o nich się nie troszczą. Ani odrobinę.

Prezes imperium bankowego Goldman Sachs, David Solomon, otrzymał niedawno podwyżkę, osiągając dochód 39 milionów dolarów rocznie, oraz na osłodę jeszcze 80 milionów, gdyby proponowaną sumą czuł się urażony.

Władcy imperium AI w Dolinie Krzemowej nie widzą konieczności ograniczania swych zarobków za pracę nad rozwojem robotycznych i cybernetycznych technik “myślenia”. Ich bezwzględne ambicje w dziedzinie cyfrowej i algorytmicznej dosłownie pożerają rynkowe zasoby elektroniki i metali ziem rzadkich, i nie jest dla nich warte zachodu nic, co nie obiecuje dziecięciocyfrowych dochodów.

A więc w takim podzielonym świecie dziś żyjemy i mamy to akceptować jako „normę”. Co gorsza, jeszcze bardziej podzieleni jesteśmy co do zwodniczej skali hipokryzji i niezadawania pytań, jak mogło dojść do tak nieludzkiego koszmaru.

Chcecie czegoś innego? Zaopatrzcie się w urządzenie do tworzenia wirtualnej rzeczywistości i zatraćcie się w cyfrowej krainie czarów”.

Jak ludzie dobrzy, troszczący się o świat – których jest wśród rodzaju ludzkiego zdecydowana większość – mogą odnaleźć wyjście z tego obłędu i zbudować jakąś rozsądną alternatywę?

Wszyscy chcemy się tego dowiedzieć, prawda?

Tak też sądzę..

I to jest dobry punkt startowy. W obliczu zalewającej nas fali intensywnego prania mózgów, zjednoczyć się wokół chęci dołączenia do budowy czegoś pozytywnego to doprawdy duży krok we właściwym kierunku.

Jednak szybko dostrzegamy fakt, iż każdy z nas posiada inny pomysł, inną wizję co do tego, jak ma wyglądać wspólny i powszechnie akceptowalny zestaw działań, mający ruszyć sprawy do przodu.

Zamiast pozwalać, by takie różnice gasiły w nas entuzjazm, powinniśmy jednomyślnie uznać, że najbardziej fundamentalnym celem jest całkiem po prostu „przejęcie kontroli nad naszym losem”. Zaczynając z poziomu jednostki i przenosząc je na poziom zbiorowości.

Oznacza to utorowanie sobie drogi wyjścia z podległości wobec przestępców, którzy wysysają z nas wszelką twórczą energię przez utrzymywanie nas w potrzasku całej sieci chorych przepisów i regulacji krępujących nasze najbardziej podstawowe wolności, prawa i potrzeby ludzkie.

Tak, okazuje się, że istnieje jednomyślność co do prawdziwości tego celu. Że jest to w istocie nadrzędna konieczność – która stanowi drugi ważny krok we właściwym kierunku.

Dzielenie ze sobą poczucia wspólnie określonego celu jeszcze bardziej nas ze sobą połączy.

Ogniwa w postaci pozytywnie nastawionych, zdecydowanych jednostek z konieczności znajdą sposoby na wyrwanie się z zależności od wymogów coraz bardziej dławiącego i okrutnego status quo.

W kręgach działaczy nazywa się to“niestosowaniem się (do wymogów)”, a znaczący wzrost liczby ludzi wdrażających takie niestosowanie się ostatecznie złamie kark naszym ciemiężycielom.

Rosnące niestosowanie się (w tym obywatelskie nieposłuszeństwo) do dystopijnej agendy deep state, przekupionych rządów, wielkich korporacji, banków i wszystkich innych wysoce represyjnych części składowych pełnego spektrum kultu śmierci w końcu podważy cały ten zgniły teatr i wyzwoli falę ludzkiej energii wolnościowej, która dotrze do najdalszych zakątków świata.

Co dzień miliony ludzi wymyślają usprawiedliwienia, dlaczegóż to „oni” tak nie mogą. Cynicznym uśmiechem tłumią naturalny poryw serca, tłumacząc sobie samym, dlaczego nie poświęcą żadnego czasu na głośne mówienie o niesprawiedliwości, pokonaniu faszyzmu i zapewnieniu przyszłości jutrzejszym pokoleniom dzieci.

Kobiety i mężczyźni, nie bądźcie takim nikim. Nie bierzcie udziału w świadomym otwieraniu drzwi dla totalitarnego przejęcia, jakiego zamierza dokonać kult ciemności.

Niech wasze życie nie oznacza samolubnego izolowania się i pesymizmu. To czyn samobójczy, popełniany z premedytacją.

Przejęcie kontroli nad naszymi losami” to wszystko, co trzeba zrobić, gdy już wyjrzymy poza omamiającą nas zasłonę niewolnictwa.

A zatem wystarczy się podnieść i stanąć po właściwej stronie, przezwyciężyć w sobie bezwład, indolencję i prokrastynację oraz aktywnie zaangażować się w walkę o zbudowanie takiej przyszłości, jakiej pragniemy – w oparciu o sprawiedliwość, wolność, prawdę i miłość.

Przyszliśmy tu podjąć i wygrać tę wielką bitwę o pełne wyzwolenie ludzkości.

Przekład: Kaxia