Trzy złe siostry: TTIP, CETA i TISA

Kiedy słyszymy, że Stany Zjednoczone/Kanada i Unia Europejska prowadzą negocjacje w sprawie „wielkich porozumień” w dziedzinie handlu transatlantyckiego, natychmiast jesteśmy zaalarmowani. Pewnie, wielka ugoda w terminologii handlowej oznacza wielką władzę, wielkie pieniądze i wielki bałagan. Ale kiedy słyszymy, że wszystko to odbywa się w tajemnicy, automatycznie dodajemy do listy „wielkie oszustwo”.

Twórcy porozumień handlowych twierdzą, że doprowadzą one do zwiększenia PKB oraz ilości miejsc pracy po obu stronach; z poglądem tym nie zgadzają się jednak ci, którzy mają rzekomo stać się beneficjentami.

Uściślijmy więc: TTIP oznacza Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji. To taki big brother (wielki brat) sprawujący pieczę nad umowami handlowymi pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. CETA to skrót oznaczający Kompleksową umowę gospodarczo-handlową. Jest to mniej więcej takie samo porozumienie, ale pomiędzy Kanadą a Unią Europejską. Jest jeszcze TISA, czyli Porozumienie w Sprawie Handlu Usługami pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską, z udziałem innych krajów. Tutaj w centrum uwagi znajdują się „usługi”.

Wszystkie te „porozumienia” łączy fakt, że „my naród”, jesteśmy zupełnie z nich wyłączeni. Wszystkie negocjacje odbywają się w trybie tajnym, bez udziału opinii publicznej. Co więcej, ustanawiane są tajne, zewnętrzne sądy, które będą mogły sądzić rządy, gdyby te chroniły swoje prawa i chciały np. zakazać importu pewnych dóbr czy utrzymać cła.

Przykładowo, większość krajów UE nie zgadza się na wprowadzenie odmian genetycznie zmodyfikowanych roślin i nasion, które chcą eksportować Stany Zjednoczone. Po podpisaniu TTIP, to od razu stałoby się przedmiotem postępowania sądowego przeciw tym krajom.

Innymi przykładami są wołowina ze Stanów Zjednoczonych wzbogacona hormonami czy kurczaki myte chlorem. Produkty te nie są obecnie dopuszczone przez Unię Europejską – i bardzo słusznie! Wiele jest kontrowersji, które są przedmiotem negocjacji i tworzą część nowego pakietu handlowego, który ma być przyjęty jak najszybciej bez ingerencji parlamentów, czyli bez głosowania.

Dobrze – teraz chwila na głęboki oddech. O co w ogóle chodzi w tym wszystkim? Nazwijmy więc rzeczy po imieniu: jest to wielka i podstępna próba wielonarodowych korporacji, by zdobyć jeszcze większą kontrolę nad handlem globalnym i tym samym ograniczyć zdolność państw narodowych do stosowania swoich własnych przepisów odnośnie handlu, które umożliwiają funkcjonowanie przedsiębiorstw w relatywnie stabilnych i opartych na zasadach konkurencyjności środowiskach.

Na potrzeby tego podsumowania popatrzymy na TIIP, CETA i TISA przez ten sam pryzmat. W każdym z tych trzech przypadków rola wielonarodowych korporacji w tworzeniu nowych przepisów daje zielone światło dla wyścigu na samo dno standardów w zakresie jakości żywności, środowiska i usług publicznych. W przypadku TISA rządy popychane są do tego, by zgodziły się na obowiązkową prywatyzację sektora usług publicznych. Jest to jawny sposób na to, by wielkie biznesy decydowały o wszystkich sprawach dotyczących interesu publicznego. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii szczególnie narażony byłby sektor opieki zdrowotnej. Tak samo zresztą jak tysiące wspieranych przez rządy przedsięwzięć społecznych w całej Europie.

Przyjęcie TTIP/CETA oznaczałoby koniec takich specjałów, jak na przykład kiełbasa lisiecka, oscypek, włoski ser Parmigiano Reggiano, czy tort szwarcwaldzki. Nazwy regionalne nie będą dopuszczone w tej handlowej „wolnej amerykance.”

Walka o ocalenie tych produktów to mordercza droga pod górę. Obrońcy musieliby poznać ISDS, czyli mechanizmy rozstrzygania sporów państwo-inwestor. Postępowania takie mogłyby być rozstrzygane w normalnych sądach, ale po przyjęciu TTIP będą rozsądzane przez ławę przysięgłych składającą się z przeszkolonych przez korporacje prawników i międzynarodowych „ekspertów”, a wszystko będzie odbywać się w tajnych sądach. Genialne obejście wszelkich istniejących systemów prawnych. Kompletne oszustwo, z której strony by na to nie patrzeć!

DOBRA WIADOMOŚĆ

Negocjacje w sprawie TTIP trwają już od wielu lat. Obecnie jednak zablokowane są przez kwestie sporne po obu stronach i wygląda jak by miały upaść. Francja niedawno wzywała do zakończenia negocjacji i zakończenia całego procesu. Inne kraje europejskie przyłączają się do tego wezwania. Niemiecki minister finansów Sigmar Gabriel oświadczył: „Negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi de facto poniosły fiasko, nawet jeśli nikt się do tego nie przyznaje.”

CETA i TISA są ciągle negocjowane i właśnie CETA jest najbliżej ratyfikacji przez władze Kanady. Następnie pójdzie ona do ratyfikacji przez Radę Unii Europejskiej i Parlament Europejski. Porozumienie to podobnie jak TTIP pachnie reżimem, który uderzy w ludzi i napełni portfele najbardziej przebiegłych graczy na rynku globalnym.

Zarówno Unia Europejska, jak i Stany Zjednoczone tak naprawdę potrzebują czegoś wprost przeciwnego do tych strasznych porozumień odnośnie „wolnego handlu”. Powinny zainwestować na powrót w lokalne i regionalne formy wytwarzania i konsumpcji, prowadzone na ludzką skalę. Działać tak, by ludzie się liczyli. Zdążyliśmy już zobaczyć wystarczająco dużo zniszczeń dokonanych z rąk wielonarodowych i ponadnarodowych korporacji torujących sobie drogę do wielu krajów i rujnujących ich systemy handlowe.

Ostatecznie, jest to po prostu inny rodzaj wojny. A kto jej potrzebuje? Nasza planeta i tak jest już przesycona bezsensowną przemocą.

…………………………………………………………………………….

Julian Rose jest wczesnym pionierem rolnictwa ekologicznego w Wielkiej Brytanii, międzynarodowym aktywistą, myślicielem holistycznym i pisarzem. Jest prezesem Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC www.icppc.pl . Jest autorem dwóch książek: Zmieniając kurs na życie oraz W obronie życia. Więcej informacji na stronie www.renesans21.pl