‘Artykuły’

Grzech pierworodny – mit, którego czas już minął

przekład: Zofia Pasternak

Z wszystkich oszustw, w które wciągnięto ludzkość na przestrzeni wieków, prawdopodobnie najbardziej druzgocącym jest „grzech pierworodny.” Z punktu wiedzenia sprawców, jest on jednak wielkim sukcesem.

Praktycznie w każdym miejscu na ziemi, doktryna chrześcijańska żarliwie realizowała swoją misję nawracania mas, a towarzyszył jej grzech pierworodny, narzucając poczucie winy milionom ludzi, których otwarte umysły bez wątpienia kazały im wierzyć, że przyjmują przekaz wyzwolenia i światła.

Nic z tych rzeczy, drodzy przyjaciele! Przekaz ten był tak mroczny, jak ciemność nocy.

O tym, jak niesamowitą moc może mieć przekaz, odpowiednio sformułowany, zapakowany i rozreklamowany, dowiedzieliśmy się sporo przez ostatnie dekady. „Medium jest przekazem” – powiedział Marshall McLuhan w 1964 roku. Stwierdzenie to można by łatwo przenieść do chwili, w której pierwsze biblijne teksty ogłosiły, że mężczyzna zwany Adamem i kobieta zwana Ewą pociągnęli za sobą całą rasę ludzką w złym kierunku… z którego nigdy nie powróciła. (więcej…)

Na duszy pozostaje pieczęć

… której nie da się usunąć

Prawdopodobnie nikt, kto został wychowany w tradycji katolickiej, nie pamięta chwili, w której ksiądz położył palec na naszym maleńkim czole i nakreślił na nim znak krzyża.

Jednak to właśnie ta chwila staje się symboliczną i strategiczną „sztywną ramą” w szerszym kontekście naszej inicjacji do systemu kontroli zwanego „społeczeństwem”.

Niektórzy z nas, którzy przeszli ten rytuał, powtarzają go z własnymi dziećmi, trzymając na rękach lub przekazując księdzu maleńkie niewinne zawiniątko tak, by ten mógł nakreślić znak krzyża na tej pięknej przestrzeni pomiędzy skroniami. Jest jednak jedna rzecz, której możemy się z dużą dozą pewności spodziewać – fakt, że praktycznie nikt tak naprawdę nie rozumie, co robi.

Ci, którzy wprowadzają swoje dzieci w ten rytuał, wierzą, że prowadzi ich doktryna chrześcijańska i są szczęśliwi, że mogą oddać swoje potomstwo pod opiekę Kościoła. O tym, jaki jest charakter tej opieki, wie bardzo niewielu (jeśli ktokolwiek).

Ilu ludzi rozumie powód, dla którego dokonuje się tego rytuału – czyli, że zjawiamy się na tej planecie naznaczeni „grzechem pierworodnym”, który sięga Adama, Ewy, węża i jabłka z drzewa poznania?

Jak napisane jest bowiem w pismach liturgicznych Kościoła katolickiego, a dotyczy to w równym stopniu Kościoła protestanckiego, człowiek przychodzi na świat jako grzesznik, dźwigając ciężar, którego źródeł należy szukać w „upadku” pierwszych rodziców w ogrodzie Eden. Ceremonia Chrztu, dokonana w wodzie lub przy jej pomocy, zmywa z dziecka ten „grzech” i oddaje je pod opiekę Jezusa i Kościoła, które zgodnie z katechizmem są równoznaczne.

W ustępie 1237 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy: „Ponieważ chrzest oznacza wyzwolenie od grzechu i od kusiciela, czyli diabła, dlatego wypowiada się nad kandydatem egzorcyzm (lub kilka egzorcyzmów). Namaszcza się go olejem katechumenów lub celebrans kładzie na niego rękę, a on w sposób wyraźny wyrzeka się Szatana. Tak przygotowany kandydat do chrztu może wyznać wiarę Kościoła, której zostanie „powierzony” przez chrzest.”

Spróbujmy podsumować wszystko do tej pory – nowo narodzone dziecko, które przybywa (lub przybywa ponownie) na ziemię, nie jest witane jako czysta lub w każdym razie niewinna istota, ale jako ktoś, kto nosi znamię „grzechu pierworodnego”. W celu oczyszczenia, dziecko poddawane jest egzorcyzmowi, którego dokonuje ksiądz.

Podkreślam to po to, by przypomnieć nam, jak ogromne znaczenie ten rytuał może potencjalnie mieć na rozwijające się życie istoty, która go przechodzi.

Akceptacja faktu, że jest się „grzesznikiem” w chwili, gdy jest się wystarczająco dojrzałym, by zrozumieć znaczenie tego słowa, jest prawdziwie tragicznym początkiem życia na Ziemi. Tragicznym z uwagi na błędną interpretację prawdy.

Umieszcza to człowieka w świecie, w którym poczucie winy i wstydu stanowi podstawę, na której buduje się życie.

Pamiętam dobrze dzień, w którym jako członek zgromadzenia Kościoła anglikańskiego w naszej wiosce, usłyszałem słowa wikariusza: „Powtarzajcie za mną, jestem biednym i nędznym grzesznikiem…” Spojrzałem na mamę, która powtarzała te słowa, a wraz z nią całe zgromadzenie. Na ich skupionych twarzach malowały się smutek i posłuszeństwo.

Wydaje mi się, że nie miałem wtedy więcej niż siedem lat, ale odmówiłem powtarzania tych słów. Od tamtej chwili wiedziałem, że wchodzę na własną, szerszą ścieżkę życia i raczej nie będę oglądał się do tyłu. Była to mocno otrzeźwiająca chwila, ale jednoczenie dająca wolność. Nikt nie powinien być poddawany indoktrynacji narzucającej strach i poczucie winy, ani wierzyć w jakąkolwiek instytucję, która usiłuje głosić wolę czy też słowo Boże.

Oficjalny dyktat Kościoła Katolickiego głosi w ustępie 1250 Katechizmu: „Dzieci, rodząc się z upadłą i skażoną grzechem pierworodnym naturą, również potrzebują nowego narodzenia w chrzcie, aby zostały wyzwolone z mocy ciemności i przeniesione do Królestwa wolności dzieci Bożych… Gdyby Kościół i rodzice nie dopuszczali dziecka do chrztu zaraz po urodzeniu, pozbawialiby je bezcennej łaski stania się dzieckiem Bożym.”

Dowiadujemy się więc, że moc stanowienia o boskości u nowo narodzonego dziecka zależy całkowicie od rytuału przeprowadzonego przez człowieka, dokonywanego przez instytucję zwaną „Kościołem”… która twierdzi, że pełni wolę Bożą.

Jakiś czas temu odwiedził mnie znajomy Polak. Utalentowany terapeuta naturalny. Dorastał on w pobożnej rodzinie katolickiej, ale odkrył, że jest zablokowany energetycznie i duchowo. Życie poprowadziło go w kierunku odkrywania innych ścieżek rozwoju duchowego, które nie były zgodne z doktryną Kościoła katolickiego. Pewnego dnia zdecydował, że chciałby dokonać apostazji, czyli odstąpić od Kościoła, by uwolnić się od wpływu, jaki rozciąga on na swoich wiernych.

W trakcie umówionego wcześniej spotkania z księdzem, przedstawił on powody, dla których chciał uwolnić się od zobowiązań narzuconych przez chrzest i wypisać się z rejestru kościelnego. Ksiądz wysłuchał go, a następnie pochylił się do przodu i powiedział: „Na duszy pozostaje pieczęć, której nie da się usunąć.”

Stwierdzenie to wstrząsnęło mną i długo odbijało się echem w moim wnętrzu. Zawiera ono okropne poczucie nieodwracalności. Jakim prawem jakakolwiek instytucja może mieć tak straszną moc osądzania ludzkości?

Czym jest wynalazek zwany religią, który rości sobie władzę podejmowania nieodwracalnych decyzji i narzucania czyjejś woli – w tym wypadku naszego Stwórcy? Jaki poziom arogancji dotyka ludzkość ze strony tych, którzy głoszą i podtrzymują takie doktryny?

Mój znajomy osiągnął w końcu swój cel i został wykreślony z oficjalnych ksiąg parafialnych. „Pieczęć” będzie trzeba usunąć na inne sposoby. Sposoby, które zna spora liczba alternatywnych uzdrowicieli duchowych.

Pod nagłówkiem „Czy chrzest jest konieczny do zbawienia” oficjalne pisma kościelne głoszą:
„Sam Pan potwierdza, że chrzest jest konieczny do zbawienia… Kościół nie zna oprócz chrztu innego środka, by zapewnić wejście do szczęścia wiecznego… Bóg związał zbawienie z sakramentem chrztu, ale sam nie jest związany swoimi sakramentami” (ustęp 1257).

Cóż, bardzo rozsądnie z Jego strony…
Mając być może świadomość, że zaszło to za daleko, kwestię trzeba trochę załagodzić: „Każdy człowiek, który nie znając Ewangelii Chrystusa i Jego Kościoła, szuka prawdy i pełni wolę Bożą, na tyle, na ile ją zna, może być zbawiony.”

Przez setki lat, wiele, wiele milionów ludzi szukało schronienia w Kościele, który miał zapewnić im przewodnictwo i przywództwo w sprawach wagi duchowej. Ja również zainspirowałem się przypowieściami Jezusa Chrystusa i zaczerpnąłem z poczucia tajemnicy, jakie nadal można znaleźć w niektórych kościołach, których subtelne energie wznoszą się ponad standardowe nauczanie wikariuszy, księży, biskupów i arcybiskupów. Może tak być, ponieważ wiele kościołów zbudowano w miejscach, w których przecinają się i łączą silne podziemne linie energetyczne. Energie te dobrze znane były społecznościom pogańskim w czasach poprzedzających rozprzestrzenienie się doktryn judeochrześcijańskich.

W procesie wypleniania pogaństwa, Kościół zaczerpnął niektóre elementy z kultów, które potępiał. Poczuł jednak nieodpartą potrzebę sprawowania mocnej kontroli nad nowymi wyznawcami (neofitami) i narzucenia dogmatu, który by mieć odpowiednią siłę i czystość przekazu, miał pochodzić bezpośrednio od Boga lub Syna Bożego. I tutaj dochodzimy do sedna wszystkiego.

Ustęp 1269: „Stając się członkiem Kościoła, ochrzczony „nie należy już do samego siebie”, ale do Tego, który za nas umarł i zmartwychwstał. Od tej chwili jest powołany, by poddał się innym i służył im we wspólnocie Kościoła, by był „posłuszny i uległy” przełożonym w Kościele, by ich uznawał z szacunkiem i miłością.”

Widzimy tutaj jasno istotę oszustwa. Tylko osoby nieposiadające kompletnie wiary w siebie, ale przejawiające wysoki poziom naiwności, oddałyby się dobrowolnie pod niekwestionowaną władzę innych, bez względu na władzę duchową, którą ci inni rzekomo posiadają.

Ci, którzy są „posłuszni i ulegli”, szybko tracą zdolność przeciwstawiania się jakimkolwiek przywódcom posiadającym władzę. Czy to w szkole, szpitalu, rządzie, wojsku czy też korporacji. Stają się niewolnikami odgórnej piramidy wyzysku, która w dzisiejszych czasach trzyma świat w mocnym uścisku.

Stanowiąc prawo w imieniu Boga, Kościół odgrywa kluczową rolę w tworzeniu imperatywu władzy doktrynalnej, który rozwija się dzięki bezwarunkowej akceptacji jego ciemnego i błędnego programu.

„Przynależność do Jezusa”, a nie do samego siebie, może nieść ukojenie w sferze praktyki duchowej. Jednak nauki Jezusa, przyjęte przez Kościół, zostały pozbawione rewolucyjnych elementów, które wstrząsnęły fundamentami epoki, w której żył. A były to nauki, które przeciwstawiały się statusowi quo i dogmatom Cesarstwa Rzymskiego i wiary żydowskiej.

Przyjrzyjmy się komentarzowi do ewangelii gnostyckich znalezionych w Nag Hammadi:

„Ortodoksyjni Żydzi i Chrześcijanie upierają się, że przepaść oddziela ludzkość od jej Stwórcy: Bóg jest całkowicie inny. Jednak niektórzy gnostycy, którzy napisali te ewangelie, zaprzeczają temu: samopoznanie jest wiedzą o Bogu; samo zrozumienie i to, co boskie, jest tym samym.

Po drugie, „żywy Jezus” z tych tekstów mówi o iluzji i oświeceniu, a nie o grzechu i pokucie, jak Jezus z Nowego Testamentu. Zamiast zbawiać nas od grzechu, zjawia się jako przewodnik, który otwiera dostęp do zrozumienia duchowego. Kiedy jednak uczeń osiąga oświecenie, Jezus nie jest już jego mistrzem duchowym: obaj stają się równi – wręcz identyczni.

Po trzecie, ortodoksyjni Chrześcijanie wierzą, że Jezus jest Synem Bożym w unikalny sposób: pozostaje na zawsze inny niż reszta ludzkości, którą przychodzi ocalić. Jednak gnostycka Ewangelia według Tomasza podaje, że gdy tylko Tomasz go rozpoznaje, Jezus mówi do Tomasza, że istota obu z nich pochodzi od tego samego źródła” (Elaine Pagels, www.gnosis.org/naghamm/Pagels-Gnostic-Gospels.html).

W tym pouczającym wywodzie widzimy prawdziwie świeży powiew. Wielu z nas natychmiast dostrzeże i zareaguje na wiadomość, której echo rozbrzmiewa w gnostyckich tekstach z Nag Hammadi. „Podział”, który dominuje przesłanie Katechizmu, wywrócony jest do góry nogami poprzez mocny wyraz jednoczącej zasady, która sprowadza się do prawdziwej jedności człowieka z Bogiem.

Jasne jest więc, że mądrość wyrażona w tekstach z Nag Hammadi została wyjałowiona przez „instytucjonalne prerogatywy” ortodoksyjnego Kościoła. To, co przetrwało, zachowało się jedynie w formie „przetworzonego Jezusa,” mocno trzymanego przez macki doktrynalnego dogmatu.

Bardzo wielu z tych, którzy oficjalnie głoszą Jego słowa, wybrało ścieżkę, która zupełnie zbacza z „drogi do czystości”, którą publicznie głoszą. Ścieżkę, której często nie określa się mianem świętej, ale szatańskiej. Pewne rytuały rzekomego kultu, w których uczestniczyły osoby wyświęcone, okazały się rażącymi aktami molestowania nieletnich, pedofilii i innych form wykorzystywania seksualnego i duchowego. Czyny te jasno pokazują oszustwo, leżące u źródeł wszystkich form masowej indoktrynacji.

Czy tacy figuranci kościelni uważają, że nie dotkną ich skutki takich przestępstw wobec ludzkości?

Być może tak właśnie uważają, jako że w ustępie 1272 Katechizmu czytamy: „Chrzest opieczętowuje chrześcijanina niezatartym duchowym znamieniem (charakterem) jego przynależności do Chrystusa. Znamienia tego nie wymazuje żaden grzech, chociaż z powodu grzechu chrzest może nie przynosić owoców zbawienia.”

Oczywiście w szerszym wymiarze nie ma takiego odstępstwa od prawdy, którego ostatecznie nie można odpokutować. Jednakże tradycja judeochrześcijańska nie akceptuje wschodnich tradycji dotyczących prawa karmy i reinkarnacji – drogi, dzięki której dusza może zostać oczyszczona z negatywnych skutków złych czynów poprzez powracanie do trzeciej gęstości i stopniowe „przepracowywanie” tego, co stoi na drodze do emancypacji.

Zwykłym śmiertelnikom ciężko jest zapomnieć, jak smakuje władza. Hierarchiczne piramidy władzy, takie jak te, które wzniesiono, budując Kościół, kuszą tych, którzy przejawiają instytucjonalne aspiracje. Centra religijne, takie jak Watykan, przesiąknięte są przepychem, jeśli chodzi o rangę i stroje. Najwyższe stanowiska opływają w złote hafty i emblematy „wiary”, świadczące o licznych bogactwach, które kościół gromadzi w rozrzuconych po całym świecie skarbcach.
A w ofercie mamy przewrotnie materialistyczną interpretację „królestwa niebieskiego” przeciwną temu, co głosił Syn Boży.

W efekcie cały „pakiet” przypomina ogromnego Lewiatana statycznej energii. Nieruchomą, będącą w zastoju „masę”, która nie ma odwagi, by zerwać łańcuchy iluzji. W ostatecznym rozrachunku „bezbożną masę”, która powstrzymuje ludzkość przed przejmowaniem kontroli nad własnym przeznaczeniem, a zamiast tego wzbudza pacyfistyczną, podświadomą postawę posłuszeństwa wobec władzy.

Idealne narzędzie dla centralizacji władzy, która jest w samym sercu dążeń Iluminatów.

„Chrzest jest narodzeniem do nowego życia w Chrystusie. Zgodnie wolą Pana jest on konieczny do zbawienia, tak jak Kościół, do którego chrzest wprowadza” (Katechizm, ustęp 1277).

Chrzest. Zgodnie z wolą Pana: „Pieczęć na duszy, której nie da się usunąć”

Chip RFID umieszczony pod skórą nowo narodzonego dziecka.

Czy to naprawdę jest „postęp” na drodze do emancypacji człowieka?
Czy też zwodnicze narzędzia do przedłużania zniewolenia ludzkości?

*Cytaty pochodzą z Katechizmu Kościoła Katolickiego

……………………………………………………………………………..

Julian jest rolnikiem, międzynarodowym aktywistą i pisarzem. Jego najnowsza książka pt. W obronie życia, która cieszy się dużym uznaniem czytelników, w przekonujący sposób pokazuje, jak możemy przejąć kontrolę nad naszym przeznaczeniem i stawić opór niszczącym nas władzom i systemom. Książkę można kupić poprzez stronę www.renesans21.pl oraz w niezależnych księgarniach.

Czekając na Boga

Niedługo po zamachach w Paryżu zapytano Dalajlamę, co powinno się zrobić w kwestii takiego okrucieństwa na naszej planecie i czy uważa, że ludzie powinni się modlić za Paryż. Jego odpowiedź zawiera się głównie w następującym stwierdzeniu:

„Nie możemy rozwiązać tego problemu wyłącznie poprzez modlitwę. Jestem Buddystą i wierzę w modlitwę. Ale to ludzie stworzyli ten problem, a teraz prosimy Boga, aby go rozwiązał. To nielogiczne. Bóg by powiedział: sami go rozwiążcie, ponieważ to wy go stworzyliście w pierwszej kolejności.”

Prawda zawarta w tej odpowiedzi ma tak fundamentalne znaczenie, że powinna usunąć jakiekolwiek wątpliwości, które mogą się jeszcze kołatać w umysłach ludzi wierzących, że tylko boska interwencja może uratować ich samych lub planetę Ziemię przed wszystkim, co może im zagrażać.

Nie jestem Buddystą, ale jeśli to jest jedno z podstawowych założeń filozofii buddyjskiej, chylę czoło przed wszystkimi, którzy ją praktykują! Wypowiedź Dalajlamy jest głęboko zakorzeniona w zdrowym rozsądku, a zdrowy rozsądek wykracza poza wierzenia religijne i wiarę. Jest to brakujące ogniwo we współczesnym świecie zamglonej i pełnej luster wirtualnej rzeczywistości, w której stanowczo zbyt wielu ludzi czuje, że to ktoś inny, a nie oni sami, powinien wziąć odpowiedzialność za przyczynienie się do zmiany kierunku życia na naszej utrudzonej planecie. (więcej…)

Naprzód Polsko! Przestań kulić się w cieniu fałszywego protektora

Jedną z rzeczy, które niemal przyprawiały mnie o depresję w ciągu ostatniej dekady, był widok polskich premierów i prezydentów udających się w rytualne podróże do Ameryki Północnej i pozujących do zdjęć, na których z podziwem wpatrują się w oczy prezydenta USA.

Dlaczego było to dla mnie takie przygnębiające? Ponieważ romanse z międzynarodowymi przestępcami nigdy nie kończą się dobrze.

Być może coś mi umyka, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego tak wielu rzekomo „wykształconych” Polaków kurczowo trzyma się przekonania, że Stany Zjednoczone są wybawcą ich kraju? I nie uważam wcale, że Wielka Brytania, Francja, Niemcy, czy nawet NATO pełnią taką rolę – nie ufam żadnemu z nich. Ich programy zwyczajnie służą wyłącznie ich własnym interesom, a nie interesom innych krajów.

Chcę powiedzieć po prostu, że Polska jest swoim własnym wybawcą, a wymyślając sobie fałszywych wybawców, przesuwa w czasie zdobycie samoświadomości, które powinno nastąpić już dawno temu. (więcej…)

Nasz porozrywany łańcuch pokarmowy

Gościnnie wystąpi KRISS – niepozorny rogalik

tłumaczenie: Zofia Pasternak

Termin „łańcuch pokarmowy” odnosi się do etapów, które składają się na drogę, jaką żywność pokonuje od punktu wyjścia do punktu końcowego na widelcu. Obejmuje to przetwarzanie żywności oraz konsumpcję.
Łańcuch pokarmowy funkcjonuje w obrębie dynamicznego cyklu życia. Takiego, który wyraża nierozerwalny związek pomiędzy glebą, rośliną, zwierzęciem, a człowiekiem i kończy się ponownie w glebie. Tak więc, jeśli którykolwiek element tego cyklu jest zatruty lub osłabiony, ma to bezpośredni wpływ na pozostałe trzy elementy.
Jeśli zachowana jest całkowita równowaga, cykl ten staje się dynamicznym kołem zdrowia. Każdy element wspiera i wzmacnia pozostałe, w efekcie czego z jednej strony mamy wzbogaconą, żyzną glebę oraz prawdziwą, bogatą w składniki odżywcze żywność. Całą pracę wykonuje sama natura, a rolnik wspiera działanie natury. (więcej…)

Biedronka – jak się okazuje, wcale nie taki sympatyczny owad w kropki

„Zmowa, arogancja i korupcja rządu”

Gdy przyjechałem do Londynu końcem lipca 2015 roku, kupiłem powszechnie czytaną gazetę – „The Independent”. Przeglądając ją, natrafiłem na krótki artykuł na temat spotykanej na każdym kroku w Polsce sieci supermarketów: Biedronka.

Byłem przekonany, prawdopodobnie jak wielu Polaków, że Biedronka to polska sieć dyskontów spożywczych sprzedająca towary w niskich cenach tym, którzy szczególnie liczą się z kosztami. Nic z tych rzeczy. Okazuje się, że Biedronka to portugalski supermarket, który obecnie odnosi największe zyski w Polsce, zostawiającą swoich rywali, takich jak Tesco, czy Carrefour daleko w tyle. Dla tych, którzy lubią dane statystyczne – w 2012 roku Biedronka miała 2587 sklepów w Polsce, a jej roczny przychód ze sprzedaży wynosił 8,432 miliarda euro (Wikipedia). (więcej…)

Protest polskich rolników trwa

Akademia Samowystarczalności i Zdrowia w Zielonym Miasteczku

W samym środku stolicy Polski dzieje się właśnie coś niezwykłego. I nie jest to bynajmniej widowiskowy spektakl miasta stołecznego Warszawa. Wręcz przeciwnie.
W centrum Warszawy, naprzeciwko gmachu Kancelarii Premiera, pod drzewami ukryty jest niewielki, prowizoryczny obóz, na który składają się dwa namioty, przenośna kuchnia polowa opalana drewnem z czasów drugiej wojny światowej, kilka krzeseł i ławek, stos drewna oraz pewna liczba banerów, posterów i logotypów.
To jest „Zielone Miasteczko Rolników” – symboliczne i rzeczywiste miejsce protestu rolników, którzy walczą o to, by ocalić swoje źródła utrzymania i sposób życia. W dniu, w którym piszę, upływa 29 dzień od jego założenia i rolnicy nigdzie się nie wybierają pomimo faktu, że miasteczko jest nielegalne i że rząd nałożył na nie karę za każdy dzień protestu. Kara ta pod wieloma względami przypomina to, co się na dużo większą skalę dzieje ze społecznościami rolniczymi w całej Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej i poza nią. (więcej…)

Zamykajmy wrota przed GMO i przestępczym Transatlantyckim Układem Handlowym.

„To co wyłania się spod nazwy TTIP to polityczny projekt transatlantyckich korporacji i elit politycznych, które w zamian za mglistą obietnicę wzrostu wymiany handlowej i tworzenia miejsc pracy, próbują zlikwidować ograniczenia w dziedzinie ochrony środowiska i praw socjalnych. Co więcej, usiłują przenieść możliwości korzystania z praw obywatelskich z obywateli na korporacje, aby w ten sposób skonsolidować globalne przywództwo USA i Europy w zmieniającym się porządku światowym.”
(Kim Bizzarri, Seattle to Brussels Network)

Kluczowym element jaki zawiera ten układ (choć jest to tylko jedna z setek kontrowersyjnych propozycji) stanowi deregulacja obowiązujących obecnie przepisów dotyczących importu nasion i roślin GMO oraz możliwości ich uprawy na ziemi europejskiej.

Potrzeba będzie determinacji i ogromnego wysiłku tych wszystkich, którym zależy na prawdziwym rolnictwie i prawdziwej żywności aby zatrzymać jedną z najbardziej podstępnych prób w dotychczasowej historii, mającą na celu złamanie powszechnego oporu jaki istnieje w Europie przeciwko organizmom genetycznie modyfikowanym. W szczególności chodzi o rozpowszechnienie w Europie uprawy genetycznie modyfikowanych roślin na obszarach, które jak dotąd skutecznie opierały się inwazji korporacji produkujących GMO.

Unia Europejska zezwoliła jak dotąd na uprawianie na swoim terytorium tylko jednej odmiany genetycznie modyfikowanej kukurydzy (MON 810) oraz jednego gatunku ziemniaków (Amfora) do produkcji skrobi dla celów przemysłowych. Do chwili obecnej w stosunku do GMO i innych wzbudzających kontrowersje produktów żywnościowych stosowano w Europie bardzo restrykcyjne zasady. Działo się tak na skutek dużej presji społecznej, a także dzięki obowiązującej w UE szeroko rozumianej „zasadzie ostrożności”. (więcej…)

Wspólny opór

Producenci owoców odczuwają teraz boleśnie konsekwencje spadku rentowności ich gospodarstw na skutek niedorzecznie niskich cen produktów pochodzących z importu, które zmuszają ich do sprzedaży produktów poniżej kosztów produkcji.

Producenci mleka podzielają ten sam los. Najpierw w konsekwencji niesprawiedliwych kwot mlecznych, a następnie na skutek wykupu mniejszych, lokalnych przetwórni przez duże mleczarnie, co zmusiło rolników do produkcji większej ilości mleka i stosowania bardziej intensywnych metod produkcji, by zrekompensować sobie niskie ceny sprzedaży. W efekcie tego tysiące rolników nie było w stanie utrzymać swoich gospodarstw i porzuciło rolnictwo.

(więcej…)

Rolnik jest przyszłością

Tłumaczenie: Zofia Pasternak

Na początku maja na targu w Krakowie rozmawiałem z rolnikiem z Rumuni. Pokazywał, jak można robić naczynia z gliny przy użyciu koła garncarskiego na pedał, na którym wprawnymi rękami formował gliniane garnki.

Powiedziałem, że bardzo mi się podoba ta technologia, ponieważ nie jest uzależniona od żadnego źródła energii elektrycznej. Przytaknął, mówiąc: „Nie trzeba żadnej innej energii.” Rozmowa potoczyła się w stronę potrzeby bycia niezależnym; niezależnym od źródeł energii kontrolowanych przez państwo i przemysł. Zależność od władzy centralnej, czy to energetyczna, czy też polityczna zawsze oznacza, że jesteśmy coś winni komuś lub czemuś; jeśli nie mamy takiego obciążenia, możemy budować relacje strategiczne, gdzie nam się podoba. Taka forma dzielenia czegoś z innymi buduje naturalną współzależność pomiędzy ludźmi, a nie zależność od rządów i korporacji. Mój współrozmówca ponownie przytaknął.

(więcej…)