‘Artykuły’

Kroczymy po linie przez chaos

Logiczna obserwacja rzeczywistości pokazuje nam, że nie da się zaprzeczać temu, co niezaprzeczalne – toksyczne obciążenia, jakie dźwiga obecnie atmosfera, materia ożywiona, zwierzęta i my ludzie, prowadzą nas na skraj apokalipsy.
Jednakże, pomimo ewidentnych, dramatycznych uszkodzeń struktury życia na Ziemi, piękne, świetliste dzieci przychodzą na świat na naszej planecie każdego dnia, jak gdyby pokazując jasno moc życia nad śmiercią.
Dzieci te rodzą się nawet wtedy, gdy reaktory przeciekają, zajmują się ogniem i topią się, uwalniając na cały świat śmiertelne, radioaktywne izotopy. Nawet wtedy, gdy ciągłe bicie w werble wzywa do wojny na różnych kontynentach i morzach. Nawet wtedy, gdy odrętwiali umysłowo, zaczipowani, robotyczni ludzie idą naprzód, na ślepo zmierzając w kierunku niewolniczego objawienia. Nawet wtedy, gdy niebo rozdzierają tumany nano-cząstek siarczanu aluminium, a zasoby uranu służą do tworzenia broni masowego rażenia, by wyrwać serce z ciepłego naczynia życia.
Tak, nawet pomimo tego wszystkiego i wielu innych rzeczy – politycznego, militarnego i korporacyjnego sabotażu dokonywanego na wrażliwych tętnicach świętej materii ożywionej, genialne dzieci przychodzą na ziemię. A fizyka kwantowa odsłania absolutną jedność różności życia, jak również to, że wszyscy jesteśmy jednym. Jedną całością.
Podczas gdy rośliny i zwierzęta poddawane są modyfikacji genetycznej, która ma prowadzić do tworzenia nowych gatunków, co jeszcze bardzie wynaturza i tak już zdeformowane środowisko naturalne, coś tak zwyczajnego, jak żywioł wody okazuje się być krystalicznym darem bogów, posiadającym wspaniałe właściwości kojące i lecznicze.
Jest to niesamowity czas na naszej błogosławionej, obleganej planecie, targanej przez ekstrema. Ekstrema, które uciskają nas i zmuszają do poddania się lub do buntu i rewolucji, zrodzonej z objawienia. (więcej…)

Po co nam seks? … czyli o pozbawianiu kobiet i mężczyzn ich tożsamości płciowej

Przekład: Zofia Pasternak

„Dla tych, którzy przystosowani są do tego, by przeciwstawiać się sile życiowej stojącej za Kreacją, tłumić ją czy też dusić w zarodku, seksualność jest w rzeczy samej niebezpieczna.”
Wszechświat cechuje seksualność, płciowość. Elektryczność. Płciowość-elektryczność. Elektryczność ta jest wynikiem polaryzacji. Polaryzacji, która powoduje tarcie. Tarcie będące fundamentalną siłą życiową. Ta siła życiowa prowadzi do narodzin. Narodziny – akt prokreacji; “pro-kreacji”. Boski akt. Narodziny Wszechświata jako boskie działanie.
Działanie, u podstaw którego leży wzajemne przyciąganie pomiędzy dwiema połączonymi, wzmocnionymi przez siłę grawitacji przeciwnymi biegunami. Negatywny/pozytywny; dzień/noc; yin/yang; kobiecy/męski. Nie ma życia bez dwoistości. Nie ma dwoistości bez polaryzacji. Nie ma narodzin bez dwoistości/polaryzacji. Nie ma ewolucji bez prokreacji ani prokreacji bez płci.
Płciowość jest uświęcona. Jest to odwieczna fontanna tego, co dogłębnie kreatywne: dlatego właśnie w monotonnym świecie, w którym przetrwanie zależy od materialistycznej jednorodności myśli i sterylnego konformizmu bez działania, seksualność, czy też płciowość jest niebezpieczna.
Niebezpieczeństwo to doprowadziło do próby zneutralizowania naszej naładowanej elektrycznie rzeczywistości i dezaktualizacji roli mężczyzny, kobiety czy nawet samej prokreacji, by przygotować drogę dla robotycznej cyber-rasy, a w konsekwencji do trans-humanistycznego przejęcia naszej planety.
Spróbujmy zgłębić to zjawisko. Wyciągnąć na światło dzienne, aby wszyscy zobaczyli, co stoi za wspaniałą prawdziwością życia, śmierci i uniwersalnego ruchu, i przestali temu zaprzeczać. Jednocześnie spróbujmy też dostrzec, że istnieje okrutny plan zablokowania i odwrócenia tej wspaniałej przygody, jaka rozpościera się przed nami, czyli ewolucji Życia.
Dla tych, którzy przystosowani są do tego, by przeciwstawiać się sile życiowej stojącej za Kreacją, tłumić ją czy też dusić w zarodku, seksualność jest w rzeczy samej niebezpieczna. Zwłaszcza, że łączy się ona z narodzinami nowego życia, naczynia i posłańca uniwersalnej, duchowej kreatywności. (więcej…)

Rażąca dwulicowość dziennikarzy mainstreamowych

Jesteśmy obecnie świadkami czegoś niezwykle szokującego – zawód dziennikarza (i mam tu na myśli dziennikarzy mainstreamowych) zarówno przekazu pisanego jak i mówionego, zszedł na bardzo niski poziom, który możemy określić jednym słowem – dezinformacja. Możemy się spodziewać, że wszystko, co ma znaczenie z politycznego punktu widzenia, będzie powtarzaną w kółko, przygotowaną wcześniej propagandą rządu lub korporacji.

To nie jest dziennikarstwo. To jest to, co George Orwell określił jako „nowomowa”.

Jest to niebezpieczna gra, w którą pogrywają pisma mainstreamowe. Dziennikarze są świadkami jakiegoś wydarzenia, ale przestawiają go zupełnie inaczej. Pozwólcie, że przytoczę tutaj przykład przekazu, jaki dociera z Bliskiego Wschodu.

Do tego czasu jasne musi być już dla nas wszystkich, że Rosja z Vladimirem Putinem jest odpowiedzialna praktycznie za wszystko, co nie działa dobrze dla zachodniego neoliberalnego/neokonserwatywnego globalizmu. W zasadzie lawina oskarżeń pod adresem Rosji i Putina została sprowadzona do farsy głównie z uwagi na fakt, że tych oskarżeń nie popierają faktyczne dowody. Oczekuje się, że wszyscy „wiemy”, że to znowu „Pan Zły” i że Zachód musi stać w gotowości, by podjąć działania przeciwko jego „tyranii”. (więcej…)

Sprzedano nam kłamstwo

Przestań oglądać przedstawienie – zacznij realizować wizję prawdy

„Przedstawienie musi trwać”, jak mawiają w teatrze. I w rzeczy samej wydaje się, że tak powinno być. Tyle tylko, że to szczególne przedstawienie nie ma początku ani końca. Kurtyna nigdy nie opada. Nie ma nawet przerwy, w czasie której można zaczerpnąć powietrza lub rozprostować nogi.

Ta bonanza rozgrywa się dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, a koszt biletu z pewnością uderzy cię po kieszeni. Mimo to widownia pełna jest oczekujących twarzy, wpatrujących się w sceny, które rozgrywają się przed ich oczami i chłonących dramat wystawiany dla ich konsumpcji.

Aktorów jest niewielu, ale widzów bardzo dużo. Mimo to aktorzy przykuwają uwagę widzów, którzy szybko zapominają, że znajdują się w teatrze i że zapłacili za bilety. (więcej…)

Robi się późno

Przekład: Zofia Pasternak

Prawdziwie realistyczny dramat dokonuje się wokół nas, a także w nas samych. Dramat ten nie ma precedensu w najnowszej historii, a rozgrywa się na scenie tak długiej i szerokiej, jak nasza planeta i jeszcze dalej.

Jest to wyścig z czasem, który odbywa się w samym wnętrzu burzy przeciwstawnych energii. Ludzkie dążenia i inspiracje ścierają się z nieludzką dominacją i zniszczeniem. A my jesteśmy w samym środku tych turbulencji i patrzymy, jak w szybkim tempie upadają filary i kolumny, które niegdyś uważaliśmy za bezpieczne i niezawodne elementy naszego codziennego życia.

Nasz dom, nasza , pogrążona w kryzysie i wojnach, zanieczyszczona i wyeksploatowana, znajduje się na skraju załamania. Nasze społeczeństwo zachowuje się, jak gdyby wcale nie było żadnego kryzysu, tylko pewne zawirowania, niedogodności i być może wypełzające zza rogu uczucie niepewności.

Tak długo, jak zdecydowana większość z nas doświadcza takiego życia, nieludzkie siły represji i zniszczenia wygrywają wyścig. Ale jeśli ta drapieżna większość się kurczy, a siły aspiracji i inspiracji się zwiększają, szala zwycięstwa w tym wyścigu przechyla się w stronę wielkiej transformacji w świadomości ludzkiej, a towarzyszy temu leczenie ran naszej zranionej planety.

A gdzie ty znajdujesz się w całym tym dramacie? Czy świadomie ukierunkowujesz swoją energię, by wspierać życie? Czy może ciągle jeszcze tkwisz w ślepym zaułku pogrążonego w marazmie status quo? (więcej…)

Trzy złe siostry: TTIP, CETA i TISA

Kiedy słyszymy, że Stany Zjednoczone/Kanada i Unia Europejska prowadzą negocjacje w sprawie „wielkich porozumień” w dziedzinie handlu transatlantyckiego, natychmiast jesteśmy zaalarmowani. Pewnie, wielka ugoda w terminologii handlowej oznacza wielką władzę, wielkie pieniądze i wielki bałagan. Ale kiedy słyszymy, że wszystko to odbywa się w tajemnicy, automatycznie dodajemy do listy „wielkie oszustwo”.

Twórcy porozumień handlowych twierdzą, że doprowadzą one do zwiększenia PKB oraz ilości miejsc pracy po obu stronach; z poglądem tym nie zgadzają się jednak ci, którzy mają rzekomo stać się beneficjentami.

Uściślijmy więc: TTIP oznacza Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji. To taki big brother (wielki brat) sprawujący pieczę nad umowami handlowymi pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. CETA to skrót oznaczający Kompleksową umowę gospodarczo-handlową. Jest to mniej więcej takie samo porozumienie, ale pomiędzy Kanadą a Unią Europejską. Jest jeszcze TISA, czyli Porozumienie w Sprawie Handlu Usługami pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską, z udziałem innych krajów. Tutaj w centrum uwagi znajdują się „usługi”. (więcej…)

NATO – prowokator nieustającej wojny.

Polska pod okupacją obcych wojsk

Polska – kraj, który w przeszłości przez tyle lat znajdował się pod obcą okupacją, po raz kolejny przeżywa upokorzenie związane z naruszeniem jej suwerennego terytorium przez obce wojska. Tym razem jednak, obca armia nadchodzi pod flagą NATO, a celem jest zbudowanie antyrosyjskiej „sceny wojennej”– przyczółka logistycznego będącego częścią przygotowań do możliwej trzeciej wojny światowej.

Nic więc dziwnego, że jestem bardzo zaniepokojony tymi manewrami. Jako obywatel brytyjski pracujący w Polsce od czternastu lat, nie mogę pozbyć się poczucia głębokiej niesprawiedliwości, jaka dotyka obecnie Polaków. Większość ludzi nie zdaje sobie zupełnie sprawy z tego, że naród polski prowadzony jest drogą, która może doprowadzić do ustanowienia bardzo niebezpiecznego precedensu – stałej obecności na polskich ziemiach obcej armii pod wodzą Stanów Zjednoczonych.

Być może najbardziej niepokojącym aspektem tej sytuacji jest to, że polski rząd, przyjmuje tą „okupację” z otwartymi ramionami, ponieważ wydaje się być obsesyjnie przekonany o tym, że Rosja może planować najazd na Polskę. Nie ma na to jednak żadnych, uzasadnionych dowodów, a to sprawia, że zgoda na taką „okupację” nabiera charakteru przestępstwa. (więcej…)

Grzech pierworodny – mit, którego czas już minął

przekład: Zofia Pasternak

Z wszystkich oszustw, w które wciągnięto ludzkość na przestrzeni wieków, prawdopodobnie najbardziej druzgocącym jest „grzech pierworodny.” Z punktu wiedzenia sprawców, jest on jednak wielkim sukcesem.

Praktycznie w każdym miejscu na ziemi, doktryna chrześcijańska żarliwie realizowała swoją misję nawracania mas, a towarzyszył jej grzech pierworodny, narzucając poczucie winy milionom ludzi, których otwarte umysły bez wątpienia kazały im wierzyć, że przyjmują przekaz wyzwolenia i światła.

Nic z tych rzeczy, drodzy przyjaciele! Przekaz ten był tak mroczny, jak ciemność nocy.

O tym, jak niesamowitą moc może mieć przekaz, odpowiednio sformułowany, zapakowany i rozreklamowany, dowiedzieliśmy się sporo przez ostatnie dekady. „Medium jest przekazem” – powiedział Marshall McLuhan w 1964 roku. Stwierdzenie to można by łatwo przenieść do chwili, w której pierwsze biblijne teksty ogłosiły, że mężczyzna zwany Adamem i kobieta zwana Ewą pociągnęli za sobą całą rasę ludzką w złym kierunku… z którego nigdy nie powróciła. (więcej…)

Na duszy pozostaje pieczęć

… której nie da się usunąć

Prawdopodobnie nikt, kto został wychowany w tradycji katolickiej, nie pamięta chwili, w której ksiądz położył palec na naszym maleńkim czole i nakreślił na nim znak krzyża.

Jednak to właśnie ta chwila staje się symboliczną i strategiczną „sztywną ramą” w szerszym kontekście naszej inicjacji do systemu kontroli zwanego „społeczeństwem”.

Niektórzy z nas, którzy przeszli ten rytuał, powtarzają go z własnymi dziećmi, trzymając na rękach lub przekazując księdzu maleńkie niewinne zawiniątko tak, by ten mógł nakreślić znak krzyża na tej pięknej przestrzeni pomiędzy skroniami. Jest jednak jedna rzecz, której możemy się z dużą dozą pewności spodziewać – fakt, że praktycznie nikt tak naprawdę nie rozumie, co robi.

Ci, którzy wprowadzają swoje dzieci w ten rytuał, wierzą, że prowadzi ich doktryna chrześcijańska i są szczęśliwi, że mogą oddać swoje potomstwo pod opiekę Kościoła. O tym, jaki jest charakter tej opieki, wie bardzo niewielu (jeśli ktokolwiek).

Ilu ludzi rozumie powód, dla którego dokonuje się tego rytuału – czyli, że zjawiamy się na tej planecie naznaczeni „grzechem pierworodnym”, który sięga Adama, Ewy, węża i jabłka z drzewa poznania?

Jak napisane jest bowiem w pismach liturgicznych Kościoła katolickiego, a dotyczy to w równym stopniu Kościoła protestanckiego, człowiek przychodzi na świat jako grzesznik, dźwigając ciężar, którego źródeł należy szukać w „upadku” pierwszych rodziców w ogrodzie Eden. Ceremonia Chrztu, dokonana w wodzie lub przy jej pomocy, zmywa z dziecka ten „grzech” i oddaje je pod opiekę Jezusa i Kościoła, które zgodnie z katechizmem są równoznaczne.

W ustępie 1237 Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy: „Ponieważ chrzest oznacza wyzwolenie od grzechu i od kusiciela, czyli diabła, dlatego wypowiada się nad kandydatem egzorcyzm (lub kilka egzorcyzmów). Namaszcza się go olejem katechumenów lub celebrans kładzie na niego rękę, a on w sposób wyraźny wyrzeka się Szatana. Tak przygotowany kandydat do chrztu może wyznać wiarę Kościoła, której zostanie „powierzony” przez chrzest.”

Spróbujmy podsumować wszystko do tej pory – nowo narodzone dziecko, które przybywa (lub przybywa ponownie) na ziemię, nie jest witane jako czysta lub w każdym razie niewinna istota, ale jako ktoś, kto nosi znamię „grzechu pierworodnego”. W celu oczyszczenia, dziecko poddawane jest egzorcyzmowi, którego dokonuje ksiądz.

Podkreślam to po to, by przypomnieć nam, jak ogromne znaczenie ten rytuał może potencjalnie mieć na rozwijające się życie istoty, która go przechodzi.

Akceptacja faktu, że jest się „grzesznikiem” w chwili, gdy jest się wystarczająco dojrzałym, by zrozumieć znaczenie tego słowa, jest prawdziwie tragicznym początkiem życia na Ziemi. Tragicznym z uwagi na błędną interpretację prawdy.

Umieszcza to człowieka w świecie, w którym poczucie winy i wstydu stanowi podstawę, na której buduje się życie.

Pamiętam dobrze dzień, w którym jako członek zgromadzenia Kościoła anglikańskiego w naszej wiosce, usłyszałem słowa wikariusza: „Powtarzajcie za mną, jestem biednym i nędznym grzesznikiem…” Spojrzałem na mamę, która powtarzała te słowa, a wraz z nią całe zgromadzenie. Na ich skupionych twarzach malowały się smutek i posłuszeństwo.

Wydaje mi się, że nie miałem wtedy więcej niż siedem lat, ale odmówiłem powtarzania tych słów. Od tamtej chwili wiedziałem, że wchodzę na własną, szerszą ścieżkę życia i raczej nie będę oglądał się do tyłu. Była to mocno otrzeźwiająca chwila, ale jednoczenie dająca wolność. Nikt nie powinien być poddawany indoktrynacji narzucającej strach i poczucie winy, ani wierzyć w jakąkolwiek instytucję, która usiłuje głosić wolę czy też słowo Boże.

Oficjalny dyktat Kościoła Katolickiego głosi w ustępie 1250 Katechizmu: „Dzieci, rodząc się z upadłą i skażoną grzechem pierworodnym naturą, również potrzebują nowego narodzenia w chrzcie, aby zostały wyzwolone z mocy ciemności i przeniesione do Królestwa wolności dzieci Bożych… Gdyby Kościół i rodzice nie dopuszczali dziecka do chrztu zaraz po urodzeniu, pozbawialiby je bezcennej łaski stania się dzieckiem Bożym.”

Dowiadujemy się więc, że moc stanowienia o boskości u nowo narodzonego dziecka zależy całkowicie od rytuału przeprowadzonego przez człowieka, dokonywanego przez instytucję zwaną „Kościołem”… która twierdzi, że pełni wolę Bożą.

Jakiś czas temu odwiedził mnie znajomy Polak. Utalentowany terapeuta naturalny. Dorastał on w pobożnej rodzinie katolickiej, ale odkrył, że jest zablokowany energetycznie i duchowo. Życie poprowadziło go w kierunku odkrywania innych ścieżek rozwoju duchowego, które nie były zgodne z doktryną Kościoła katolickiego. Pewnego dnia zdecydował, że chciałby dokonać apostazji, czyli odstąpić od Kościoła, by uwolnić się od wpływu, jaki rozciąga on na swoich wiernych.

W trakcie umówionego wcześniej spotkania z księdzem, przedstawił on powody, dla których chciał uwolnić się od zobowiązań narzuconych przez chrzest i wypisać się z rejestru kościelnego. Ksiądz wysłuchał go, a następnie pochylił się do przodu i powiedział: „Na duszy pozostaje pieczęć, której nie da się usunąć.”

Stwierdzenie to wstrząsnęło mną i długo odbijało się echem w moim wnętrzu. Zawiera ono okropne poczucie nieodwracalności. Jakim prawem jakakolwiek instytucja może mieć tak straszną moc osądzania ludzkości?

Czym jest wynalazek zwany religią, który rości sobie władzę podejmowania nieodwracalnych decyzji i narzucania czyjejś woli – w tym wypadku naszego Stwórcy? Jaki poziom arogancji dotyka ludzkość ze strony tych, którzy głoszą i podtrzymują takie doktryny?

Mój znajomy osiągnął w końcu swój cel i został wykreślony z oficjalnych ksiąg parafialnych. „Pieczęć” będzie trzeba usunąć na inne sposoby. Sposoby, które zna spora liczba alternatywnych uzdrowicieli duchowych.

Pod nagłówkiem „Czy chrzest jest konieczny do zbawienia” oficjalne pisma kościelne głoszą:
„Sam Pan potwierdza, że chrzest jest konieczny do zbawienia… Kościół nie zna oprócz chrztu innego środka, by zapewnić wejście do szczęścia wiecznego… Bóg związał zbawienie z sakramentem chrztu, ale sam nie jest związany swoimi sakramentami” (ustęp 1257).

Cóż, bardzo rozsądnie z Jego strony…
Mając być może świadomość, że zaszło to za daleko, kwestię trzeba trochę załagodzić: „Każdy człowiek, który nie znając Ewangelii Chrystusa i Jego Kościoła, szuka prawdy i pełni wolę Bożą, na tyle, na ile ją zna, może być zbawiony.”

Przez setki lat, wiele, wiele milionów ludzi szukało schronienia w Kościele, który miał zapewnić im przewodnictwo i przywództwo w sprawach wagi duchowej. Ja również zainspirowałem się przypowieściami Jezusa Chrystusa i zaczerpnąłem z poczucia tajemnicy, jakie nadal można znaleźć w niektórych kościołach, których subtelne energie wznoszą się ponad standardowe nauczanie wikariuszy, księży, biskupów i arcybiskupów. Może tak być, ponieważ wiele kościołów zbudowano w miejscach, w których przecinają się i łączą silne podziemne linie energetyczne. Energie te dobrze znane były społecznościom pogańskim w czasach poprzedzających rozprzestrzenienie się doktryn judeochrześcijańskich.

W procesie wypleniania pogaństwa, Kościół zaczerpnął niektóre elementy z kultów, które potępiał. Poczuł jednak nieodpartą potrzebę sprawowania mocnej kontroli nad nowymi wyznawcami (neofitami) i narzucenia dogmatu, który by mieć odpowiednią siłę i czystość przekazu, miał pochodzić bezpośrednio od Boga lub Syna Bożego. I tutaj dochodzimy do sedna wszystkiego.

Ustęp 1269: „Stając się członkiem Kościoła, ochrzczony „nie należy już do samego siebie”, ale do Tego, który za nas umarł i zmartwychwstał. Od tej chwili jest powołany, by poddał się innym i służył im we wspólnocie Kościoła, by był „posłuszny i uległy” przełożonym w Kościele, by ich uznawał z szacunkiem i miłością.”

Widzimy tutaj jasno istotę oszustwa. Tylko osoby nieposiadające kompletnie wiary w siebie, ale przejawiające wysoki poziom naiwności, oddałyby się dobrowolnie pod niekwestionowaną władzę innych, bez względu na władzę duchową, którą ci inni rzekomo posiadają.

Ci, którzy są „posłuszni i ulegli”, szybko tracą zdolność przeciwstawiania się jakimkolwiek przywódcom posiadającym władzę. Czy to w szkole, szpitalu, rządzie, wojsku czy też korporacji. Stają się niewolnikami odgórnej piramidy wyzysku, która w dzisiejszych czasach trzyma świat w mocnym uścisku.

Stanowiąc prawo w imieniu Boga, Kościół odgrywa kluczową rolę w tworzeniu imperatywu władzy doktrynalnej, który rozwija się dzięki bezwarunkowej akceptacji jego ciemnego i błędnego programu.

„Przynależność do Jezusa”, a nie do samego siebie, może nieść ukojenie w sferze praktyki duchowej. Jednak nauki Jezusa, przyjęte przez Kościół, zostały pozbawione rewolucyjnych elementów, które wstrząsnęły fundamentami epoki, w której żył. A były to nauki, które przeciwstawiały się statusowi quo i dogmatom Cesarstwa Rzymskiego i wiary żydowskiej.

Przyjrzyjmy się komentarzowi do ewangelii gnostyckich znalezionych w Nag Hammadi:

„Ortodoksyjni Żydzi i Chrześcijanie upierają się, że przepaść oddziela ludzkość od jej Stwórcy: Bóg jest całkowicie inny. Jednak niektórzy gnostycy, którzy napisali te ewangelie, zaprzeczają temu: samopoznanie jest wiedzą o Bogu; samo zrozumienie i to, co boskie, jest tym samym.

Po drugie, „żywy Jezus” z tych tekstów mówi o iluzji i oświeceniu, a nie o grzechu i pokucie, jak Jezus z Nowego Testamentu. Zamiast zbawiać nas od grzechu, zjawia się jako przewodnik, który otwiera dostęp do zrozumienia duchowego. Kiedy jednak uczeń osiąga oświecenie, Jezus nie jest już jego mistrzem duchowym: obaj stają się równi – wręcz identyczni.

Po trzecie, ortodoksyjni Chrześcijanie wierzą, że Jezus jest Synem Bożym w unikalny sposób: pozostaje na zawsze inny niż reszta ludzkości, którą przychodzi ocalić. Jednak gnostycka Ewangelia według Tomasza podaje, że gdy tylko Tomasz go rozpoznaje, Jezus mówi do Tomasza, że istota obu z nich pochodzi od tego samego źródła” (Elaine Pagels, www.gnosis.org/naghamm/Pagels-Gnostic-Gospels.html).

W tym pouczającym wywodzie widzimy prawdziwie świeży powiew. Wielu z nas natychmiast dostrzeże i zareaguje na wiadomość, której echo rozbrzmiewa w gnostyckich tekstach z Nag Hammadi. „Podział”, który dominuje przesłanie Katechizmu, wywrócony jest do góry nogami poprzez mocny wyraz jednoczącej zasady, która sprowadza się do prawdziwej jedności człowieka z Bogiem.

Jasne jest więc, że mądrość wyrażona w tekstach z Nag Hammadi została wyjałowiona przez „instytucjonalne prerogatywy” ortodoksyjnego Kościoła. To, co przetrwało, zachowało się jedynie w formie „przetworzonego Jezusa,” mocno trzymanego przez macki doktrynalnego dogmatu.

Bardzo wielu z tych, którzy oficjalnie głoszą Jego słowa, wybrało ścieżkę, która zupełnie zbacza z „drogi do czystości”, którą publicznie głoszą. Ścieżkę, której często nie określa się mianem świętej, ale szatańskiej. Pewne rytuały rzekomego kultu, w których uczestniczyły osoby wyświęcone, okazały się rażącymi aktami molestowania nieletnich, pedofilii i innych form wykorzystywania seksualnego i duchowego. Czyny te jasno pokazują oszustwo, leżące u źródeł wszystkich form masowej indoktrynacji.

Czy tacy figuranci kościelni uważają, że nie dotkną ich skutki takich przestępstw wobec ludzkości?

Być może tak właśnie uważają, jako że w ustępie 1272 Katechizmu czytamy: „Chrzest opieczętowuje chrześcijanina niezatartym duchowym znamieniem (charakterem) jego przynależności do Chrystusa. Znamienia tego nie wymazuje żaden grzech, chociaż z powodu grzechu chrzest może nie przynosić owoców zbawienia.”

Oczywiście w szerszym wymiarze nie ma takiego odstępstwa od prawdy, którego ostatecznie nie można odpokutować. Jednakże tradycja judeochrześcijańska nie akceptuje wschodnich tradycji dotyczących prawa karmy i reinkarnacji – drogi, dzięki której dusza może zostać oczyszczona z negatywnych skutków złych czynów poprzez powracanie do trzeciej gęstości i stopniowe „przepracowywanie” tego, co stoi na drodze do emancypacji.

Zwykłym śmiertelnikom ciężko jest zapomnieć, jak smakuje władza. Hierarchiczne piramidy władzy, takie jak te, które wzniesiono, budując Kościół, kuszą tych, którzy przejawiają instytucjonalne aspiracje. Centra religijne, takie jak Watykan, przesiąknięte są przepychem, jeśli chodzi o rangę i stroje. Najwyższe stanowiska opływają w złote hafty i emblematy „wiary”, świadczące o licznych bogactwach, które kościół gromadzi w rozrzuconych po całym świecie skarbcach.
A w ofercie mamy przewrotnie materialistyczną interpretację „królestwa niebieskiego” przeciwną temu, co głosił Syn Boży.

W efekcie cały „pakiet” przypomina ogromnego Lewiatana statycznej energii. Nieruchomą, będącą w zastoju „masę”, która nie ma odwagi, by zerwać łańcuchy iluzji. W ostatecznym rozrachunku „bezbożną masę”, która powstrzymuje ludzkość przed przejmowaniem kontroli nad własnym przeznaczeniem, a zamiast tego wzbudza pacyfistyczną, podświadomą postawę posłuszeństwa wobec władzy.

Idealne narzędzie dla centralizacji władzy, która jest w samym sercu dążeń Iluminatów.

„Chrzest jest narodzeniem do nowego życia w Chrystusie. Zgodnie wolą Pana jest on konieczny do zbawienia, tak jak Kościół, do którego chrzest wprowadza” (Katechizm, ustęp 1277).

Chrzest. Zgodnie z wolą Pana: „Pieczęć na duszy, której nie da się usunąć”

Chip RFID umieszczony pod skórą nowo narodzonego dziecka.

Czy to naprawdę jest „postęp” na drodze do emancypacji człowieka?
Czy też zwodnicze narzędzia do przedłużania zniewolenia ludzkości?

*Cytaty pochodzą z Katechizmu Kościoła Katolickiego

……………………………………………………………………………..

Julian jest rolnikiem, międzynarodowym aktywistą i pisarzem. Jego najnowsza książka pt. W obronie życia, która cieszy się dużym uznaniem czytelników, w przekonujący sposób pokazuje, jak możemy przejąć kontrolę nad naszym przeznaczeniem i stawić opór niszczącym nas władzom i systemom. Książkę można kupić poprzez stronę www.renesans21.pl oraz w niezależnych księgarniach.

Czekając na Boga

Niedługo po zamachach w Paryżu zapytano Dalajlamę, co powinno się zrobić w kwestii takiego okrucieństwa na naszej planecie i czy uważa, że ludzie powinni się modlić za Paryż. Jego odpowiedź zawiera się głównie w następującym stwierdzeniu:

„Nie możemy rozwiązać tego problemu wyłącznie poprzez modlitwę. Jestem Buddystą i wierzę w modlitwę. Ale to ludzie stworzyli ten problem, a teraz prosimy Boga, aby go rozwiązał. To nielogiczne. Bóg by powiedział: sami go rozwiążcie, ponieważ to wy go stworzyliście w pierwszej kolejności.”

Prawda zawarta w tej odpowiedzi ma tak fundamentalne znaczenie, że powinna usunąć jakiekolwiek wątpliwości, które mogą się jeszcze kołatać w umysłach ludzi wierzących, że tylko boska interwencja może uratować ich samych lub planetę Ziemię przed wszystkim, co może im zagrażać.

Nie jestem Buddystą, ale jeśli to jest jedno z podstawowych założeń filozofii buddyjskiej, chylę czoło przed wszystkimi, którzy ją praktykują! Wypowiedź Dalajlamy jest głęboko zakorzeniona w zdrowym rozsądku, a zdrowy rozsądek wykracza poza wierzenia religijne i wiarę. Jest to brakujące ogniwo we współczesnym świecie zamglonej i pełnej luster wirtualnej rzeczywistości, w której stanowczo zbyt wielu ludzi czuje, że to ktoś inny, a nie oni sami, powinien wziąć odpowiedzialność za przyczynienie się do zmiany kierunku życia na naszej utrudzonej planecie. (więcej…)